Czy wolno zmuszać innych do pomagania potrzebującym?

Wyobraź sobie, że w wyniku katastrofy statku dziesiątki rodzin znalazły się na bezludnej wyspie. Wyspa na szczęście okazała się rozległa i obfitująca w zwierzynę, owoce, pitną wodę i żyzną glebę. Przyjazne warunki sprawiły, że każdej z rodzin udało się wybudować szałas lub chatę, w których chronią się przed chłodem i drapieżnikami, wykarczować trochę lasu i zasadzić na tak przystosowanym terenie różne uprawy, oswoić zwierzęta, słowem zapewnić sobie środki do przetrwania. Choć początkowo rozbitkowie lękali się, jak wyglądać będzie życie w stanie anarchii, wszyscy szybko zrozumieli, że współpraca jest dla nich najkorzystniejszą strategią, zaś stosowanie agresji drastycznie pogorszyłoby sytuację całej społeczności. Mieszkańcy wyspy byli dla siebie życzliwi i pomagali sobie nawzajem. Raz po raz pojawiały się oczywiście konflikty, jednak udawało się je rozwiązywać, za pomocą powołanego w tym celu sądu, który rozstrzygał spory w zgodzie z jednomyślnie zaakceptowanym prawem. Tym, którzy nie chcieli poddawać się wyrokom, sąd groził ostracyzmem, dlatego ludzie chętnie przystawali na jego orzeczenia, rozumiejąc, że odmowa oznaczałaby wykluczenie ze społeczności i radykalne pogorszenie jakości życia. Ponieważ skład sądu często się zmieniał, sędziowie starali się być sprawiedliwi, bojąc się zemsty ze strony kolejnych osób, które po nich zasiądą w sądzie.

Ta trudna, choć spokojna i, jak się zdaje, sprawiedliwa egzystencja trwała do momentu, gdy córka jednego z rozbitków zapadła na poważną chorobę. By utrzymać ją przy życiu i zdrowiu, konieczne było podawanie jej wywaru z jagód, które rosły na wyspie w wielkiej obfitości, a które okazały się rodzajem uniwersalnego leku pomagającego zwalczyć niemal wszystkie dolegliwości. Tu jednakże pojawia się problem. Ponieważ choroba dziewczynki jest bardzo poważna, lek musi być silnie skoncentrowany – by ją uratować, trzeba co tydzień zebrać olbrzymią ilość jagód. Ilość ta dalece przekracza możliwości rodziny chorej dziewczynki, w zbieranie jagód zaangażować musiałaby się cała wyspa. Ojciec dziewczynki prosi o pomoc społeczność rozbitków – niektórzy zgadzają się poświęcić część swojego czasu, by pomóc, inni odmawiają, argumentując, że mają swoje zmartwienia, że chcą przeznaczyć ten czas na działanie, które polepszy sytuacje ich własnych rodzin. Jeszcze inni wskazują, że po prostu nie mają ochoty pomagać. Okazuje się, że liczba chętnych do pomocy jest zbyt mała, by uratować dziewczynkę.

Pytanie brzmi:
– Czy ojciec dziewczynki ma prawo zmusić innych, by poświęcili część swojego czasu na zbieranie jagód?
– Czy ma prawo uznać, że życie jego córki jest cenniejsze niż wolność innych ludzi?
– Czy jeśli zmuszane do pomagania osoby będą się opierać, może on im zagrozić, że je zabije, uwięzi lub obrabuje, by wymusić na nich posłuszeństwo?
– A jeśli ojciec ma takie prawo, to jak daleko ono sięga? Jak wiele ma on prawo wymagać od mieszkańców wyspy – czy ma prawo żądać, by poświęcili oni jedną, dwie, cztery, osiem, szesnaście czy trzydzieści dwie godziny swego czasu tygodniowo? Czy ma prawo uczynić z nich niewolników, byle tylko uratować życie swej córki?

8 Comments:

  1. W tak postawionej sytuacji każdy zgodzi się, że ojciec nie ma prawa zmuszać innych do oddawania mu swoich owoców pracy.
    Jednak podstaw za jednostki (córkę, danych okradanych mieszkańców) nieokreślone społeczeństwo i nieokreślonych potrzebujących, a okaże się, że płacenie podatków jest moralnie wskazane.
    Dlatego ludzie (zwłaszcza etatyści) tak uwielbiają dehumanizację.

    1. Nie jestem wcale przekonany, że „każdy zgodzi się, że ojciec nie ma prawa zmuszać innych do oddawania mu swoich owoców pracy”. Gdyby tak było, redystrybucjonizm nie byłby dominującym poglądem.
      Ale to ważne spostrzeżenie, że zależnie od tego, jak zadamy pytanie (jak naszkicujemy tę sytuację – abstrakcyjnie czy konkretnie), te same osoby odpowiadać będą w różny sposób.

  2. – Czy ojciec dziewczynki ma prawo zmusić innych, by poświęcili część swojego czasu na zbieranie jagód?
    Zmusić nie, zachęcić i owszem. Może użyć argumentów coś-za-coś, czyli o ile wy pomożecie mi, ja wam pomogę w przyszłości. Naturalnie nie każdy się zgodzi, ale będzie musiał mieć na uwadze fakt, że może spotkać się z późniejszą niechęcia ze strony ojca przy innych czynnościach. Załóżmy, że tenże ojciec zajmuje się unikalną w skali mikro-społeczności czynnością i później odmawia wykonania usługi osobom, które odmówiły wcześniej pomocy jego córce. Oczywiście ktoś inny mógłby nauczyć się tej samej czynności, ale najwygodniej dla wszystkich byłoby dogadanie się.

    – Czy ma prawo uznać, że życie jego córki jest cenniejsze niż wolność innych ludzi?
    Tak i nie. Wolność jest wartością nadrzedną. Nie zmienia to faktu, że dla niego – egoistycznie, internalnie – zdrowie córki może stanowić wartość nadrzedną względem innych ludzi. Dopóty, dopóki działa podług zasady zasad współpracy (czyli nieagresji i poszanowania wolności innych) nie robi nic nienaturalnego. Innymi słowy – dla ojca córka i jej zdrowie może być cenniejsze niż wolność innych ludzi, ale nie musi wykonywać akcji, które łamałyby aksjomaty współżycia.

    – Czy jeśli zmuszane do pomagania osoby będą się opierać, może on im zagrozić, że je zabije, uwięzi lub obrabuje, by wymusić na nich posłuszeństwo?
    Zdecydowanie nie. Każda z tych czynności skutowałaby w tym, że a.) ojciec mógłby na tym tylko stracić (szacunek, zdrowie, życie, córkę) i b.) nawet jeśli udałoby mu się zmusić innych do posłuszeństwa, to bez perspektywy silnej struktury opresji musiałby się liczyć z konsekwencjami.

    – A jeśli ojciec ma takie prawo, to jak daleko ono sięga? Jak wiele ma on prawo wymagać od mieszkańców wyspy – czy ma prawo żądać, by poświęcili oni jedną, dwie, cztery, osiem, szesnaście czy trzydzieści dwie godziny swego czasu tygodniowo? Czy ma prawo uczynić z nich niewolników, byle tylko uratować życie swej córki?
    Nie ma prawa ich zmusić do jakichkolwiek czynności, ale może im zaproponować, że w zamian będzie mógł pomagać im w innych czynnościach lub dostarczać im usługi według innych zasad. Coś za coś.

  3. Ojciec nie ma prawa, bo – po pierwsze: ludzie nie mają pewności, czy działa on dla dobra córki, czy nie przesadza z rozmiarem żądań, czy wreszcie uzbierane jagody są w stanie zwalczyć chorobę. Po drugie: jeżeli poddadzą się bez oporu ograniczyć swoją wolność, może on zacząć rozszerzać swoje żądania na inne cele.
    Natomiast może to zrobić gmina (czyli samorząd, któremu się dobrowolnie poddali). A więc korzystne jest wspólne działanie i wspólna decyzja ograniczenia wolności. Tak działają Amisze w USA i tam nikt nikogo nie musi zmuszać, bo wszyscy rozumieją, że wspólne działanie jest dla wszystkich korzystne i o rozmiarach ograniczenia wolności decyduje starszyzna, która ma autorytet.

  4. Prawa mieć nie powinien, ale i tak pewnie będzie próbował. Podobnie jeśli jest jedna deska a dwóch rozbitków, to ten drugi będzie miał prawo pierwszeństwa gdzieś i będzie chciał zabrać deskę temu co ją pierwszy złapał.

  5. A może należy przyjąć, że córka powinna umrzeć, zgodnie z istniejącym w naturze zjawiskiem, które eliminuje osobniki słabsze – ergo, z gorszymi genami, aby kolejne
    pokolenia miały większe szanse na przeżycie. Wybaczcie, że do filozofii wtrącam
    elementy jakby z kanału National Geographic Wild, ale nie mogę się pozbyć wrażenia,
    że czasem dyskutujemy zbyt jednostronnie.

  6. Z jednej strony, zmuszanie kogoś do pomagania potrzebującym może być uzasadnione jako egzekwowanie przestrzegania zasad moralnych względem drugiego człowieka. „Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu, że bardzo zgrzeszyłem: myślą, mową, uczynkiem i ZANIEDBANIEM…” Nie wiadomo jednak, w jakim zakresie człowiek ma moralny obowiązek pomagania innym. Z drugiej strony, czy w ten sposób nie stosowalibyśmy przymusu również wobec tych, którzy postępują moralnie (pomagają z własnej woli)?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.