Dlaczego nie wiesz prawie nic o ekonomii i polityce (i dlaczego nie będziesz chciał się do tego przyznać)

1. Zasoby, które wykorzystujemy do zdobywania wiedzy, są ograniczone.

2. Możliwości poznawcze różnych ludzi są zróżnicowane (to, co jedni zrozumieją małym nakładem sił, może być nieosiągalne dla innych, najtrudniejsze zagadnienia zrozumieć może bardzo wąska grupa osób).

3. Ilość możliwej do przyswojenia wiedzy przekracza o kilka rzędów wielkości możliwości poznawcze nawet najwybitniejszych jednostek.

4. Ze względu na fakt ograniczenia zasobów i olbrzymią ilość dostępnej wiedzy ludzie muszą ekonomizować użycie zasobów w celu zdobywania wiedzy.

5. Ludzie będą inwestowali zasoby w zdobywanie wiedzy dotyczącej danego obszaru rzeczywistości tylko i wyłącznie, jeśli zyski wynikające z posiadania tej wiedzy przekraczać będą koszt zdobycia tej wiedzy (tym kosztem będą utracone możliwości). Innymi słowy, ludzie będą znali się tylko na tych paru rzeczach, na których znanie się najbardziej im się opłaca.

6. Ludzie posiadają racjonalną wiedzę (relatywnie względem swoich możliwości intelektualnych) na kilku niewielkich, zaniedbywalnie małych względem całości wiedzy, obszarach: swojej praktyki zawodowej, podstawowych czynności związanych z codziennym życiem, w węższym zakresie na obszarze swoich zainteresowań, którym poświęcają wiele czasu (tu racjonalność może być silnie przyćmiona przez czynniki emocjonalne) i – w przypadku wykształconych osób – na obszarze łatwotransmitowalnej, faktograficznej wiedzy ogólnej (np. jakie są stolice państw świata, kiedy miejsce miało jakieś wydarzenie historyczne itp.).

7. Na pozostałych obszarach wiedzy ludzie cechują się praktycznie całkowitą racjonalną ignorancją. Racjonalna ignorancja będzie tym większa, im bardziej złożony i obszerny jest dany temat.

8. Racjonalna ignorancja obejmować będzie także takie kluczowe z punktu widzenia pomyślności społecznej obszary wiedzy jak ekonomia czy polityka. Prawie wszyscy ludzie są prawie całkowitymi ignorantami w tych tematach – koszty zdobycia rozległej wiedzy na temat ekonomii i polityki są bowiem ogromne, a zyski z jej posiadania (jeśli nie jest się naukowcem) minimalne. Dotyczy to nawet najbardziej inteligentnych osób – również w ich przypadku nie opłaca się tracić zasobów na zdobywanie wiedzy w tym zakresie, lepiej przeznaczyć te zasoby na polepszanie swojej sytuacji życiowej (co więcej, nawet duża część naukowców będzie ignorantami w tych kwestiach ze względu na złożoność tej problematyki i ich intelektualne ograniczenia).

9. Jest prawie pewne, że przeceniasz swoją wiedzę na temat ekonomii i polityki. Jest prawie pewne, że wiesz na ich temat o wiele za mało, by wygłaszać jakiekolwiek sądy poza oczywistościami w stylu „gdyby Hitler miał dojść do władzy, to głosowałbym przeciw niemu”, „podatek w wysokości 99% to chyba przesada” itd.

10. Ludzie cechujący się racjonalną ignorancją będą unikać wypowiadania się na dany temat lub posiadania na ów temat poglądów, jeśli z wypowiedziami/poglądami tymi nie wiążą się żadne zyski (przykładowo, ktoś, kto nie zna się na fizyce kwantowej, nie będzie posiadał poglądów na jej temat).

11. Racjonalni ignoranci będą posiadać poglądy/wypowiadać się na temat problemów, o których nie mają pojęcia, jeśli wypowiedzi takie (posiadanie poglądów) mogą uczynić ich lepszymi w oczach innych lub w oczach ich samych.

12. Mimo iż większość osób posiada praktycznie zerową wiedzę na temat szeroko rozumianej polityki, większość osób wypowiada się autorytatywnie na jej temat, traktując wypowiedzi te jako metodę tworzenia swojej tożsamości. Ponieważ posiadanie/wygłaszanie poglądów związane jest z praktycznie zerowymi kosztami, może zaś zapewnić wymierne zyski (społeczną autokreację), racjonalni ignoranci z puli możliwych poglądów wybierać będą te, które są w stanie w jak największym stopniu ukazać ich jako osoby posiadające wysoko cenione w społeczeństwie cechy. Przykładowo, większość osób będzie popierać różnego rodzaju formy redystrybucji dochodu, nawet jeśli ich analiza pokazuje, że są one nieskuteczne (nie pomagają potrzebującym, ale są przechwytywane przez urzędników), gdyż pozwala im to postrzegać siebie i być postrzeganym jako zatroskane dobrem innych. Te same osoby w o wiele mniejszym stopniu będą skłonne dzielić się swymi zasobami z potrzebującymi – a więc w realny sposób objawiać wrażliwość społeczną – gdyż działanie takie (o którego skuteczności są przekonani) wiąże się z wymiernymi skutkami. Większość wyborców kreuje się więc na wrażliwych społecznie, unikając kosztów związanych z byciem faktycznie wrażliwym (pojedynczy głos oddany na lewicową partię nie wpływa na to, czy partia ta wygra i np. podwyższy podatki, wpływa natomiast na postrzeganie jej wyborcy w społeczeństwie).

13. Zauważmy, że osoby będące racjonalnymi ignorantami w kontekście właściwych form polityki czy rozwiązań ekonomicznych mogą działać racjonalnie w kontekście swoich własnych potrzeb. Przykładowo, mogą oni publicznie opowiadać się za państwowym szkolnictwem (kreując się na społecznie wrażliwych), ale sami posyłać swe dzieci do szkół prywatnych, rozumiejąc, że mają one o wiele wyższy poziom.

14. Koszty wygłaszania irracjonalnych poglądów są zerowe, ponieważ prawie wszyscy są ignorantami, w związku z czym ryzyko bycia zdemaskowanym jest praktycznie zerowe.

15. Większość wyborców to wyborcy ekspresywni – posiadają oni określone poglądy/głosują w określony sposób, by pokazać innym ludziom i sobie, że są określonym typem ludzi. Głosowanie ma więc funkcję performatywną – nie dlatego głosuję, by zmienić coś na lepsze, ale dlatego by być postrzegany jako ktoś lepszy.

16. Politycy rozumieją ekspresywną, autokreacyjną naturę teatru, jakim jest demokracja, i przygotowują swe oferty w formie produktów tożsamościowych: jeśli głosujesz na nas to jesteś nowoczesnym, otwartym na świat Europejczykiem; jeśli głosujesz na nas, to jesteś świadomym, czerpiącym z tradycji patriotą; jeśli głosujesz na nas, to znasz się na ekonomii itp (ten ostatni produkt tożsamościowy jest szczególnie interesujący, kupuje się bowiem dzięki niemu łatkę nieignoranta).

17. Istnieją dwie ścieżki, którymi podążyć może osoba, która uświadomi sobie swoją ignorancję. Albo powinna zaprzestać wypowiadania się na tematy, na które nie posiada rozległej wiedzy (a więc wszystkie tematy, które nie zaliczają się do tych wymienionych w punkcie 6), albo powinna zacząć badać naukowo obszar wiedzy, na temat którego chce się wypowiadać. Już to widzę!

6 Comments:

  1. Rozmiar ignorancji jednostki jest oczywiście wielokrotnie większy od wymiaru jej wiedzy. Najchętniej wypowiadamy się jednak na tematy, w których jesteśmy ignorantami, lecz są to tematy „modne” i przez wielu poruszane. Nasze „wyczucie” znajomości tematu wynika z porównywania wiedzy w nim pozostałych uczestników działania/dyskursu. Oceniamy ich jako „niedouków”, „ignorantów”, „niedopoinformowanych” i odczuwamy konieczność ich „oświecenia”.
    A jeżeli chodzi o ekonomię, to – według mojego ignoranckiego przekonania – nie jest to żadna nauka i wiedza. Działania na tym polu podlegają tylu zmiennym losowym i czasowym oraz ukrytym czynnikom destrukcyjnym, że ułożenie rozsądnych założeń i uzyskanie spodziewanych wyników jest efektem przypadku. Albo się trafiło w punkt – albo się nie trafiło. Biorąc pod uwagę, że większość ludzi jest na skraju idioctwa, a oni, w wyniku masowego występowania, są najczęściej u władzy, to skutki ich działania nie mogą być dobre.
    vide:
    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Fala-uchodzcow-zmieni-Szwecje-nie-do-poznania,wid,18012284,wiadomosc.html?ticaid=116163
    Stu procentowy ignorant ma najlepiej, a jak jeszcze się nie wypowiada, to ma boskie życie.

  2. Świetny, usystematyzowany wywód w przystępnej formie. Winszuję jasności umysłu.

    Mam tylko zastrzeżenie co do punktu 17., bo ścieżek, jakie można obrać, jest więcej niż dwie (choć wprawdzie z punktu 17. nie wynika, że nie ma ich więcej niż dwie, to jednak można odnieść wrażenie, że Autor tak uważa). Tymczasem, jak zauważył sam Autor, tzw. człowiek nie jest skłonny do podążania którąkolwiek z dwóch wymienionych w tym punkcie ścieżek (vide „Już to widzę!”)… Chyba że, jak to teraz modne w Internecie (a może już to modnem *było*?), owoż zdanie o dwóch ścieżkach jest w istocie sarkastyczne.

    Wygląda bowiem na to, że już zdanie sobie sprawy z faktu swej ignorancji pompuje ego (sam jestem tego przykładem) do takich rozmiarów, że w jakimś przeklętym (choć pewnie wytłumaczalnym psychologicznie) samozaprzeczeniu przyznaje się sobie samemu prawo do wypowiedzi na tematy, które tą ignorancją są objęte (tj. np. polityki). Pomagają w tym różne klauzule-wytrychy, od jakich trzeba wtedy rozpocząć wypowiedź, np. „o ile wiem” czy „wydaje mi się, że”. Działa nie najgorzej – polecam osobom, które jednak chciałyby (albo musiały) w swoim życiu rozmawiać z innymi ludźmi. Celem kamuflażu można też cytować lub przedstawiać poglądy stron bądź innych ludzi. Można też jechać metodą elenktyczną bądź w ogóle zostać patologicznym żartownisiem-szydercą. Koniec końców nawet pomimo zdania sobie sprawy ze swej ignorancji idzie się jednak tą ścieżką mniej lub bardziej zawoalowanego wygłaszania swoich poglądów.

    Z wielką ciekawością (może natchnę tu Autora do kolejnego wpisu?) przeczytałbym więcej o powodach, dla których ludzie czują się zobligowani do mienia i wygłaszania poglądów na politykę czy ekonomię, choć nie mają takiej potrzeby w przypadku fizyki kwantowej.

    1. Przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam.
      To jest bardzo ciekawe zjawisko – często pewna ilość wiedzy działa na ludzi jeszcze bardziej ogłupiająco (niż jej zupełny brak), bo zaczyna im się wydawać, że ponieważ rozumieją o wiele więcej od przeciętnej osoby, to rozumieją bardzo dużo.
      Niestety dotyczy to także wielu libertarian, którzy po przeczytaniu dwóch tekstów Bastiata albo „Ekonomii w jednej lekcji” Hazlitta nagle wierzą, że stali się ekonomicznymi ekspertami (jest to szczególnie typowe dla zwolenników Austriackiej Szkoły Ekonomii, którzy nigdy nie zadali sobie trudu, by poznać ekonomię mainstreamową).
      Dlatego trzeba pamiętać, że gdy mówimy o racjonalnej ignorancji to także po to, by zakreślić obszar własnej ignorancji. Jak często ktoś mówi – prawie nic nie wiem na ten temat, więc nie będę się wypowiadał?

  3. Kiedy możemy w takim razie uznać, że nasza wiedza w danej dziedzinie jest wystarczająca by dać nam prawo do wypowiadania się? Czy postępując w ten sposób nie oddajemy pola zupełnym ignorantom?
    Austriacka Szkoła Ekonomii zapewnia podstawowy aparat pojęciowy pozwalający na formułowanie pewnych logicznych zależności, które obnażają absurdalność wielu powszechnych przekonań dotyczących ekonomii – i to najbardziej mnie w niej urzekło.
    Podobnie, nie trzeba być ekspertem w dziedzinie homeopatii czy też leczenia bioprądami, żeby uznać te metody za pewnego rodzaju szarlatanerię. Pewien aparat pojęciowy, znajomość nauk podstawowych i logiczne ich zastosowanie (wystarczy wyliczyć stężenie substancji aktywnej) pozwalają uznać pewne działania lecznicze za niemające podstaw naukowych. Nie trzeba studiować „teorii miazmów”, „zasad dynamizowania” czy „zasady prawdopodobieństwa Hahnemanna”, żeby wykazać, że efekt większości leków homeopatycznych nie może się różnić od efektu placebo. Ba! Nie trzeba nawet śledzić wyników empirycznych badań na ten temat… Wyciąg z kaczej wątroby rozcieńczony wodą w stosunku 1:10^400 (Oscillococcinum) to po prostu woda! Dopiero w objętości 10^320 obserwowalnego wszechświata (sic!) można by uznać, że taki roztwór nie jest czystym rozpuszczalnikiem. Czy naprawdę muszę się głęboko wczytywać w prace Keynsa, żeby mieć prawo wypowiadać się na temat jego teorii?

    1. No tak, ale z tego co rozumiem, teorie homeopatyczne są na tyle absurdalne, że właśnie nie wymagają wielkiej wiedzy, by można było je uznać za błędne. Inaczej jest właśnie z Keynesem – nie ma żadnej łatwej metody, by obalić jego teorie, bez wchodzenia w pewne skomplikowane, wymagające studiowania, kwestie.

      Nigdy nie wiemy, czy nasza wiedza jest wystarczająca. Moja metoda oceny jest taka – znamy się na czymś, jeśli moglibyśmy na ten temat napisać doktorat i nie zostałby on odrzucony przez w miarę obiektywne grono specjalistów. :)
      Chodzi o to, że mamy przeczytaną podstawową literaturę, wiemy jakie są spory w danej dyscyplinie, umiemy sformułować poprawnie zdanie przeciwników i w sposób złożony argumentować za swoim zdaniem.

      A co robić, jeśli się nie znamy, a musimy decydować? Myślę, że najlepiej polegać na zdaniu profesjonalistów, chyba, że mamy obawy, że dany obszar dyscyplinarny jest skrzywiony jakimiś interesami (patrz: ekonomia akademicka).

      1. „Nigdy nie wiemy, czy nasza wiedza jest wystarczająca. Moja metoda oceny jest taka – znamy się na czymś, jeśli moglibyśmy na ten temat napisać doktorat i nie zostałby on odrzucony przez w miarę obiektywne grono specjalistów. :)” – jak w takim razie zweryfikować, czy ci specjaliści są specjalistami – na podstawie opinii poprzednich specjalistów? 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.