Intelektualny test Turinga

Gdybyś przypadkiem chciał mnie posłuchać,
jedną drobną radę mam dla ciebie:
jeżeli bardzo chcesz zmieniać świat,
to nie zapomnij zacząć od siebie.
(Dezerter Jeśli chcesz zmieniać świat)

Ideę zaproponowanego przez Bryana Caplana intelektualnego testu Turinga (ITT) najprościej wyjaśnić można w następujący sposób: rozumiesz jakiś pogląd intelektualny, z którym się nie zgadzasz, jeśli potrafiłbyś go przedstawić grupie zwolenników tego poglądu w taki sposób, że osoby te uznają, że w niego wierzysz. Rozumiesz, na czym polega keynesizm, libertarianizm, relatywizm czy feminizm, jeśli potrafiłbyś wygłosić godzinny wykład na temat keynesizmu, libertarianizmu, relatywizmu czy feminizmu, odpowiedziałbyś na półgodzinną sesję pytań, po czym obecni na sali keynesiści, libertarianie, zwolennicy relatywizmu czy feministki stwierdziliby: „Tak, to było dobre – może trochę zbyt nużąco dokładne – przedstawienie naszych poglądów. W to wierzymy!”.

Na pomysł ITT Caplan wpadł, polemizując z Paulem Krugmanem, który wysunął tezę, że jedna z różnic między amerykańskimi zwolennikami interwencji państwowych w gospodarkę a zwolennikami wolnego rynku polega na tym, że ci pierwsi rozumieją poglądy tych drugich, ci drudzy nie rozumieją zaś poglądów tych pierwszych. Lub – by ująć to w formie bardziej aforystycznej – leseferyści odrzucają etatyzm, bo go nie rozumieją, etatyści odrzucają leseferyzm, bo go rozumieją. Caplan zastanawiał się, czy rzeczywiście tak jest i, przede wszystkim, w jaki sposób można by to sprawdzić. Odpowiedzią na drugi problem jest właśnie intelektualny test Turinga: poddajmy reprezentatywną próbę prorynkowych i proetatystycznych profesorów ekonomii badaniu ITT i ustalmy, kto lepiej rozumie poglądy drugiej strony. Takie badanie byłoby niezwykle ciekawe nie tylko w kontekście ekonomii, ale również w szerszym kontekście filozofii politycznej. Pozwalałoby określić, która ze stron politycznego sporu potrafi najlepiej zrozumieć poglądów swoich przeciwników. Czy byliby to konserwatywni etatyści, lewicowi etatyści, liberalni etatyści, narodowi etatyści, libertarianie, socjaliści czy zwolennicy różnych odmian anarchosocjalizmu?

caplan-2.jpg-003-2
Caplan wierzy, że gdyby doprawił sobie brodę, mógłby śmiało jeździć po kraju z wykładami i udawać Krugmana. Ale Krugman nie potrafiłby udawać Caplana.

Wynik takiego badania nie byłby dowodem na prawdziwość poglądów jednej ze stron sporu, ale byłby istotną przesłanką, by uważniej przyjrzeć się (rozważyć jeszcze raz, potraktować wreszcie na serio) poglądom tych, którzy najlepiej rozumieją poglądy innych. Jedna z zasad socjologicznej teorii prawdy (sformułowana na poczekaniu) mówi: jeśli A i B się spierają na jakiś intelektualny temat i nie potrafisz ocenić, kto ma rację, ale widzisz, że A rozumie pogląd B, B zaś nie rozumie poglądu A, jest większe prawdopodobieństwo, że rację ma A. Oczywiście, przeprowadzenie naukowego badania opartego na ITT byłoby z wielu względów bardzo trudne w realizacji. Intelektualny test Turinga prawdopodobnie na zawsze pozostanie na etapie błyskotliwego pomysłu. Możemy spróbować jednak spekulować na temat wyniku takiego eksperymentu.

Caplan twierdzi, że nie tylko on, ale jakikolwiek libertarianin z doktoratem z pierwszej dziesiątki topowych uczelni w USA przeszedłby taki test lepiej niż Krugman (potrafiłby oszukać więcej osób, że jest keynesistą, niż Krugman potrafiłby oszukać, że jest leseferystą). Dlaczego? Dlatego że libertarianie uczą się mainstreamowych pogladów w ramach oficjalnego programu studiów ekonomicznych, mainstreamowcy dowiadują się o rozwiązaniach libertariańskich w wolnym czasie (jeśli są ciekawi świata, a nie wszyscy są). Osąd Caplana jest z pewnością bliski sercu (czy raczej umysłowi) wielu czytelników tego bloga. Jak często w dyskusjach z etatystami ujawnia się ten sam schemat: o ile libertarianie (lepiej lub gorzej) znają poglądy etatystów i starają się z nimi merytorycznie polemizować, o tyle etatyści mają całkowicie błędne wyobrażenie na temat tego, za czym obstają libertarianie. Gdy rozmawiamy z etatystami, zdaje się, że w pomieszczeniu jest jakaś trzecia osoba, rzeczywiście nieco głupawa, i to z nią, a nie z nami, polemizują nasi rozmówcy. Ta osoba chce zlikwidować szkoły i instytucje kulturalne, zablokować postęp technologiczny, nie widzi żadnych zagrożeń związanych z handlem narkotykami i posiadaniem broni, chce oddać nasze życie w ręce junt wojskowych, a nasze dusze poddać dyktatowi pieniądza. Wierzy ponadto, że biedni wzbogacą się tym, co spadnie ze stołu bogatych, a nawet jak się nie wzbogacą, to ich strata. Lustro, które podtykają nam etatyści, byśmy zobaczyli w nim swoje odbicie i nieco otrzeźwieli, nie jest w istocie lustrem, ale niedbale i nieudolnie namalowaną karykaturą. Libertarianie próbują oczywiście walczyć z takim opisem ich filozofii. Próbują wyjaśnić rozmówcom, że nie popierają żadnej z tych rzeczy i że libertarianizm polega tak naprawdę na czymś zupełnie innym. Problem polega jednak na tym, że zrozumienie funkcjonowania ładu wolnościowego wymaga znajomości określonych teorii (przeważnie ekonomicznych, ale nie tylko), teorii, które nie są znane ogółowi społeczeństwa, gdyż – jak trafnie wskazuje Caplan – nie są częścią programu państwowej edukacji i – jak trafnie wskazuje w innym miejscu – są sprzeczne z intuicjami większości osób na temat tego, jak działa świat. Chcąc wyjaśnić, jak działa libertarianizm, libertarianie nie mogą odwołać się do powszechnie podzielanej wiedzy, ale muszą zaczynać od zera. Muszą zbudować „miasto w mowie”, co w przypadku codziennej komunikacji (jeśli nie mamy całego dnia, by dyskutować z przyjaciółmi o naturze sprawiedliwości) jest po prostu niewykonalne.

sok
„Masz może 12 godzin wolnego czasu?” „Nie bardzo, a o co chodzi?” „A nie, nic ważnego. Chciałem porozmawiać o istocie sprawiedliwości. Ale jak nie, to spoko. Rozumiem.”

Myślę, że możemy – bez większego ryzyka błędu – uznać ten opis za prawdziwy. Jest faktem, że libertarianizm jest zasadniczo niezrozumiany, zarówno przez ogół społeczeństwa, jak i przez intelektualne elity. Jednak fakt tego niezrozumienia nie mówi nam nic na temat tego, w jakim stopniu my , libertarianie rozumiemy poglądy naszych przeciwników politycznych. Całkiem możliwe, że tak jak nasi przeciwnicy nie rozumieją nas, tak my nie rozumiemy ich. Intelektualny solipsyzm. Możemy spekulować, jakie byłyby wyniki ITT, gdyby poddano mu przedstawicieli rożnych nurtów politycznych, ale wobec braku danych spekulacje te będą jedynie odbiciami naszych poznawczych skrzywień („nie mam na to dowodów, ale wydaje mi się, że jestem od was lepszy i mądrzejszy”). Dlatego zamiast pławić się w moralnym i intelektualnym samozadowoleniu (robimy to tak często, że chwila przerwy nie powinna nam zaszkodzić), spróbujmy spojrzeć krytycznym okiem na samych siebie. Trudności w przeprowadzeniu eksperymentu z wykorzystaniem ITT nie przekreślają jego przydatności – spróbujmy wykorzystać ten test jako heurystyczne narzędzie, które pozwoli nam naświetlić istotny problem intelektualny.

Jesteśmy emocjonalnie zaangażowani w ideologie, które wyznajemy. To stawia nas w wyjątkowo trudnej pozycji poznawczej. Lubimy o sobie myśleć jako o ludziach otwartych, skłonnych weryfikować nasze poglądy, gdy pojawią się nowe fakty (nikt nie myśli o sobie jako o kimś zamkniętym), istnieje jednak wiele argumentów wskazujących, że jesteśmy wyjątkowo mało samokrytyczni, szczególnie w kontekście problemów moralnych (a więc i politycznych). Jak wskazuje Jonathan Haidt – moralność zaślepia. W momencie zajęcia określonej pozycji moralnej, zaczynamy szukać argumentów, które pozwolą ją uzasadnić, bagatelizujemy, ignorujemy czy po prostu odrzucamy argumenty, które mogłyby ją podważyć. Czy możemy coś z tym zrobić? Czy istnieje jakaś metoda pozwalająca zachować samokrytycyzm? Pytanie to można zdać na poziomie teoretycznym (problem filozoficzny związany z relatywizmem: „czy fakt, że wiemy, że poznanie jest relatywne względem historycznego, lokalnego punktu widzenia, daje nam jakąś przewagę poznawczą w porównaniu z sytuacją, w której nie posiadalibyśmy tej wiedzy?”), jednak nas interesować będzie bardziej praktyczny aspekt sprawy: wiemy, że jesteśmy zaślepieni, i chcemy zrobić coś, by być – choć trochę – mniej zaślepieni.

Jedną z rzeczy, którą możemy zrobić, to przebadać się – choćby w spekulatywny sposób – za pomocą ITT i jeżeli nie przejdziemy tego testu, wstrzymać się z wydawaniem sądów na tematy, na których polegliśmy. Moje pytanie brzmi więc: czy libertarianie przeszliby intelektualny test Turinga w kontekście poglądów, z którymi tak chętnie polemizują? Pytam przede wszystkim o libertarian, którzy biorą aktywny udział w życiu intelektualnym (akademików, blogerów, publicystów, pracowników think tanków itd.), ale dotyczy to także szeregowych zwolenników libertarianizmu (czasem boję się, że tych pierwszych jest więcej niż tych drugich).

jp
Profesorze Peterson, wiemy już, że postmodernizm jest zły, ale teraz chcielibyśmy wiedzieć: co to jest postmodernizm?

Czy naprawdę wiemy, na czym polega keynesizm (w jego wielu wersjach)?
Czy potrafilibyśmy wyjaśnić różnice między różnymi teoriami dotyczącymi powstawania cyklu koniunkturalnego i różnymi metodami walki z nim?
Czy rozumiemy dobrze Marksowską teorię alienacji i utowarowienia?
Czy umielibyśmy szczegółowo wyjaśnić, czym jest postmodernizm, kiedy powstał, jacy są jego główni przedstawiciele i jakie spory toczyli między sobą?
Czy potrafilibyśmy zrekonstruować historię idei relatywizmu, przedstawić różne jego odmiany, pokazać, w jaki sposób relatywizm podważa argumenty obiektywistów?
Czy wiemy, na czym polega teoria płci kulturowej?
Czy umielibyśmy przedstawić lewicowe argumenty na temat przemocy dyskursywnej?
A co z Rawlsowskim uzasadnieniem ładu socjaldemokratycznego?
Z komunitaryzmem?
Z konserwatywnymi argumentami Burke’a czy, powiedzmy, Kirka?
Czy potrafilibyśmy w kontekście każdego z tych poglądów wygłosić godzinny wykład, odpowiedzieć na pytania zwolenników tego poglądu i zmusić ich do powiedzenia: „Ciekawe, nie sądziłem, że ten … jest marksistą / keynesistą / postmodernistą / komunitarystą / konserwatystą. Myślałem, że to jakiś głupi libertarianin!”?

Ktoś może powiedzieć, że za wysoko stawiam poprzeczkę. Jeśli mielibyśmy wymagać od siebie takiej wiedzy, musielibyśmy przestać wypowiadać się na temat większości tematów lub przeznaczać praktycznie cały wolny czas na zdobywanie wiedzy. Cóż, uznałbym oba warianty – zamilknięcie i wzięcie się do nauki – za korzystne. Swego czasu zaproponowałem zasadę trzech książek: „Nie wypowiadaj się na jakiś (intelektualny) temat, jeśli nie przeczytałeś przynajmniej trzech książek dotyczących tego tematu”. Trzy książki to – według mnie – minimum, które daje prawo do dyskusji. Jednak by upewnić się, że nie odrzucamy jakiegoś poglądu ze względu na nasze skrzywienie poznawcze, musielibyśmy nie tylko przeczytać trzy książki, ale przejść także – choćby w myślach – intelektualny test Turinga. Przejście ITT nie gwarantuje oczywiście, że mamy rację. To, że mimo tego, że rozumiem poglądy etatystów, nadal pozostaje libertarianinem, nie dowodzi, że libertarianizm jest prawdziwy. Dowodzi jedynie tego, że w procesie tworzenia naszych poglądów politycznych zrobiliśmy wszystko to, czego wymaga od nas intelektualna uczciwość. Jeśli przejdziemy intelektualny test Turinga, nadal będziemy uprzedzeni poznawczo, nadal będziemy widzieć tylko tyle, ile widać z historycznego, lokalnego punktu widzenia, który zajmujemy. Ale przynajmniej będziemy mogli powiedzieć, że zanim zaczęliśmy zmieniać świat, zaczęliśmy od siebie.

Dej ,walcze o wolnoźdź:
Bang zahodni WBK
31 1090 1447 0000 0001 0168 2461

18 Comments:

  1. Bardzo ciekawe. Przy czym postulat promowania „intelektualnej uczciwości” i promowanie ITT wydaje mi sie kłucić nieco z z wyrażona przez Ciebie obawą co o tego, że może być więcej intelektualistów libertariańskich niż „szeregowych” zwolenników libertarianizmu. Ta szeregowość przecież raczej nie sprzyjałaby ani uczciwości intelektualnej ani ogólnie merytorycznemu poziomowi, wszak sam zauważasz, że nikt nie ma czasu studiować wszystkiego i na wszystkim się znać. Odnoszę wrażenie, że, podobnie do mnie, sam nie wiesz, czy korzystniejsze ze strategicznego punktu widzenia, byłoby, gdyby libertarianizm stał się „masowy”, czy jednak gdyby był „elitarny”.

    1. Dlaczego szeregowość nie ma sprzyjać uczciwości intelektualnej. Można przecież mówić: nie znam się na tym, intuicyjnie, emocjonalnie jestem za takimi zasadami moralnymi/prawnymi, ale ponieważ nie jestem ekspertem, chętnie posłucham Twoich argumentów. Po prostu im kto jest głupszy, tym więcej powinien słuchać (a nie gadać). Co ciekawe, równocześnie, im kto mądrzejszy, tym więcej słucha, a nie gada.

  2. Warto wspomnieć o badaniu przeprowadzonym przez Jonathana Haidta, nieco powiązanym z ideą ITT. W badaniu tym poproszono ponad 2000 osób o wypełnienie kwestionariusza dotyczącego fundamentalnych przekonań moralnych. 1/3 miała go wypełnić normalnie [określić, z jakimi przekonaniami się zgadza], 1/3 tak, jak zrobiłby to „typowy liberał”, 1/3 tak, jak zrobiłby to „typowy konserwatysta”. Celem było określenie, która ze stron sporu politycznego potrafi najlepiej wczuć się w przywiązanie do jakich wartości deklarują jej przeciwnicy [nie chodziło więc o określenie, w co naprawdę wierzy druga strona, ale w co twierdzi, że wierzy, druga strona]. W badaniu tym centryści i konserwatyści odpowiadali trafniej niż liberałowie [lewicowcy]. Przykładowo, liberałowie nie wierzyli, że konserwatyści „uznają się za przeciwników dręczenia zwierząt czy piewców sprawiedliwości społecznej).

      1. No tak, nie umieściłem tego w tekście, bo jedno z wyjaśnień tej rozbieżności w wynikach polegało na tym, że konserwatystom łatwiej zrozumieć lewicowców, bo konserwatyści mają wszystkie smaki moralne, które mają lewicowcy i jeszcze swoje dodatkowe (których lewicowcy nie mają i nie rozumieją) – i bym musiał wyjaśniać całą teorię smaków moralnych. Ale teraz myślę, że to wszystkiego nie wyjaśnia, bo wtedy libertarianie musieliby też być słabsi od konserwatystów i w zasadzie na poziomie lewicowców. A tekst tego nie mówił (tzn. „Prawy umysł”).

  3. kiedy przeniesiesz się na steemit? Może by ci kilka groszy dodatkowo wpadło na tej jakże libertarianskiej platformie, która pluje kapitalizmem w oczy.

  4. Zgadzam się, jednocześnie wydaje mi się, że zwykle szeregowość współgra często z neofityzmem, który cechuje się brakiem skromności intelektualnej i przeświadczeniem o tym, że zostało się „oświeconym” i wie się już wszystko a przeciwnicy ideowi to totalni idioci. O to mi chodziło.

  5. Podoba mi się to, że w swoich tekstach poruszasz fundamentalne zagadnienie tego, czy potrzebujemy intelektualistów. Obserwując rozmaitą propagandę, słuchając pustych frazesów, emocjonalną retorykę itd sam się czasem zastanawiam, czy „intelektualizowanie” i wieczne analizowanie ma jakikolwiek sens i czy też nie zupełnie nie przekłada się na praktykę. Z resztą „lepiej się zabrać za konkrety, niż ciągle rozmyślać” jest bardzo popularne. Artykuły na Twoim blogu często odbieram jako próbę obrony analitycznego podejścia, próbę wykazania, że intelektualistów zachowujących zasady uczciwości intelektualnej też potrzebujemy. Znajdujesz całkiem dobre argumenty za taką właśnie postawą i trochę przywracasz wiarę w to, że warto wkładać wysiłek w zgłębienie różnych tematów. I to dla mnie jest bardzo cenne, bo ja na pewnym etapie byłem już bliski konkluzji, że taka postawa nie bardzo się sprawdza i przynosi raczej marne owoce.

    Skoro stawiasz tak wysoko poprzeczkę każdemu, kto chce się wypowiadać, a jednocześnie chciałbyś, żeby ruch libertariański miał charakter masowy to wniosek jest tylko jeden. Potrzeba hierarchizacji, instytucjonalizacji i wprowadzenia podziału pracy. Muszą istnieć zawodowi intelektualiści, zawodowi działacze oraz finansujący i wspierający to wszystko (w pewnym stopniu dający wiarę w uczciwość i rzetelność intelektualną tych pierwszych, ale w pewnym stopniu także wyedukowany i dobrze skomunikowany) ogół. Łatwo powiedzieć…

    1. „sam się czasem zastanawiam, czy „intelektualizowanie” i wieczne analizowanie ma jakikolwiek sens i czy też nie zupełnie nie przekłada się na praktykę. Z resztą „lepiej się zabrać za konkrety, niż ciągle rozmyślać” jest bardzo popularne”

      Ale skąd mamy wiedzieć, co robić, jeśli nie będziemy mieć jakiejś teorii tego, co jest problemem i jak powinien wyglądać świat? Nigdy nie rozumiałem zarzutu, że libertarianie dyskutują, zamiast działać.

  6. „zrozumienie funkcjonowania ładu wolnościowego wymaga znajomości określonych teorii (przeważnie ekonomicznych, ale nie tylko), teorii, które nie są znane ogółowi społeczeństwa, gdyż – jak trafnie wskazuje Caplan – nie są częścią programu państwowej edukacji i – jak trafnie wskazuje w innym miejscu – są sprzeczne z intuicjami większości osób na temat tego, jak działa świat.”
    Raczej Caplan pisze o przekonaniach i wierzeniach a nie o intuicjach. Bo to własnie wartosci libertariańskie są zgrane ze zdroworozsądkowymi intuicjami. I odgruzowywanie tych naturalnych własnosciowych i wolnosciowych intuicji i odwoływanie się do nich jest wg mnie najlepszym punktem wyjscia w procesie obalania fałszywych etatystycznych przekonań i wierzeń.

    1. Nie. Tu chodzi o ekonomiczne intuicje. Caplan twierdzi, że ludzie mają różne intuicyjne poglądy ekonomiczne i bardzo trudne je z nich wyplenić: między innymi, że praca produkuje wartość, że handel zagraniczny nie jest spoko, że jak jeden ma więcej, to drugi musi mieć mniej, że jest gorzej niż jest (niedocenianie tego, co jest) itd. Jeśli znasz ekonomię, to porzucasz te pierwotne, intuicyjne przekonania.

      1. Albo przekonania albo intuicje. Nie moga istnieć oba pojecia obok siebie. Caplan nie używa słowa ‚intuicje’. Przekonania ciężko wyplenić, te np które wymieniłeś, bo są narzucone i utrwalone przez władzę. A intucje są zawsze zdrowe i są wolnościowe i własnosciowe z nazwy. Pierwotne ludzkie społecznosci je kultywowały, a i dzisiaj jeszcze w zachowanych gdzieniegdzie ‚prymitywnych’ grupach dobrze sie mają te naturalnosci – że praca nie produkuje wartosci, ze handel jest spoko, że dwie strony są wygrane, że jest dobrze jak jest. Jednym słowem – „zrozumienie funkcjonowania ładu wolnościowego wymaga znajomości określonych teorii, które są sprzeczne nie z intuicjami- jak napisałeś – ale z przekonaniami większości osób na temat tego, jak działa świat.”

        1. No właśnie istnieją różne ciekawe argumenty (głównie ewolucyjne), że mamy właśnie „antyekonomiczne” intuicje, np. o grze o sumie zerowej, związku między pracą a wartością itp. I poglądy tworzą się na podstawie tych intuicji. A ekonomia powinna zastąpić je poglądami właściwymi.

          1. Chyba nie rozumiemy się. Ekonomia powinna powrócić do intuicji pierwotnych wspólnot, tych z okresu zbiercko-łowieckiego i neolitycznego. To tam nie było gier o sumie zerowej, tam był swobodny handel, tam nie było władzy

  7. Czy będą też artykuły, opisujące te idee, o których wspomniał pan, przy okazji tego tekstu? Interesuje mnie przede wszystkim Rawl, skoro znalazł jakieś genialne uzasadnienie…

  8. „Ta osoba chce zlikwidować szkoły i instytucje kulturalne, zablokować postęp technologiczny, nie widzi żadnych zagrożeń związanych z handlem narkotykami i posiadaniem broni, chce oddać nasze życie w ręce junt wojskowych, a nasze dusze poddać dyktatowi pieniądza. Wierzy ponadto, że biedni wzbogaca się tym, co spadnie ze stołu bogatych, a nawet jak się nie wzbogacą, to ich strata”
    dalej nie czytam pozdro

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.