Anarchia i agresja (KWDL#5)

Bez wątpienia, nie zdrowy rozum jest „rzeczą najbardziej rozpowszechnioną”,
ale dobroć. W najodleglejszych, najbardziej zapadłych kątach dziwimy się
widząc, jak ona kwitnie sama z siebie, niby w ustronnej dolinie mak
podobny do wszystkich innych maków w świecie,
on, który ich nigdy nie widział i znał jedynie wiatr
potrząsający czasem jego samotną czerwoną czapeczką.
Proust W poszukiwaniu straconego czasu

Jeśli państwa nie ma, wolno wszystko. Dominujący pogląd głosi, że wobec braku państwowych instytucji zajmujących się tworzeniem i wymuszaniem prawa, wszystkie relacje między ludźmi zmieniłyby się z relacji kooperacji w relacje walki. Ten pogląd najdobitniej sformułowany został przez Hobbesa, który słynnie określił relacje panujące w stanie anarchii jako wojnę wszystkich przeciwko wszystkim. Istnieje jednak wiele przesłanek wskazujących, że zakres agresji w stanie anarchii byłby ograniczony.

Moralność
Pierwszym ograniczeniem, które postawiłoby tamę wszechobecności agresji, jest moralność. Pod pojęciem moralności rozumiem tu zarówno: (a) instynktowną, biologiczną niechęć, którą wiele jednostek odczuwa wobec inicjowania przemocy wobec drugiego człowieka, (b) świadomie i dobrowolnie przyjęte przez jednostki zasady moralne, które zyskują zazwyczaj formę kodeksów etycznych, a które sprawiają że nawet wobec braku jakiejkolwiek kary ludzie nie decydują się na inicjację przemocy, mimo że mogłaby ona być dla nich z jakichś (pozamoralnych) względów korzystna. Teza mówiąca, że moralność pełni istotną rolę w ograniczaniu występowania agresji w relacjach międzyludzkich nie wydaje się, jak sądzę, kontrowersyjna. Istnieje wiele dowodów na jej poparcie. Trzeba być tu jednakże ostrożnym, nie zawsze bowiem łatwo odróżnić sytuacje, w których to moralność sprawia, że nie decydujemy się na stosowanie agresji, od sytuacji, gdy powstrzymujemy się przed jej stosowaniem ze względów ekonomicznych. Gdy decydujemy się nie oszukiwać drugiej strony, mimo że nie grozi nam za to żadna kara, może to być zarówno owocem naszej moralności, jak i faktu, że oszustwo byłoby dla nas nieopłacalne, uniemożliwiłoby bowiem dalszą kooperację z oszukaną osobą. Istnieje jednak duża liczba sytuacji, w których agresja byłaby dla nas korzystna (nie groziłaby nam ani kara, ani żadne reperkusje ekonomiczne), a mimo to nie decydujemy się jej zastosować (np. gdy ktoś zwraca komuś znaleziony portfel, zwraca kasjerce źle wydaną resztę, nie zagląda do szuflad gospodarza, który zostawił mu do pilnowania dom itd.). Interesującym dowodem na istnienie ograniczającej agresję moralności są wszelkie akty altruizmu. Altruizm jest bowiem w pewnym sensie przeciwieństwem agresji: agresor odbiera coś ofierze dla swojego zysku, altruista odbiera coś sobie dla zysku ofiary. Oczywiście działanie moralności nie ogranicza się wyłącznie do tego typu sytuacji. Wydaje się, że w dużej części naszych kontaktów międzyludzkich to właśnie moralność powstrzymuje nas przed inicjowaniem przemocy – nie atakujemy, nie okradamy osób, z których kontaktujemy się na co dzień nie tylko dlatego, że robiąc tak, ryzykowalibyśmy karę czy utratę możliwości współdziałania z nimi, ale dlatego, że czujemy, że takie działania byłyby niewłaściwe. Nie czulibyśmy się dobrze ze sobą, gdybyśmy tak postępowali. Wiele osób odczuwa instynktowny niepokój na myśl, że mogłaby zrobić komuś krzywdę. Teza ta znajduje potwierdzenie w licznych pracach z zakresu biologii, psychologii czy antropologii. W praktycznie każdej kulturze świata powstały różnorodne zasady moralne, które wskazują, że inicjowanie przemocy jest niewłaściwe i że jednostki nie powinny się go dopuszczać (łamanie tych zasad grozi nie tylko fizyczną karą bądź karą, która może być wymierzona przez bóstwo, ale również wiąże się z poczucie wstydu u jednostki, która tych czynów się dopuściła). Oczywiście, w różnych kulturach (i momentach historycznych) zasady te mogą się różnić, jednakże fakt, że istnieje pewne wspólne jądro zasad moralnych pojawiających się w prawie wszystkich kulturach, dowodzić może, że moralność ma charakter naturalny.

Nie jest możliwe, by określić w sposób ilościowy, jaka ilość potencjalnej agresji nie dochodzi do skutku ze względu na istnienie prawa lub ekonomii, jaka zaś ze względu na istnienie moralności, jest jednak błędem wierzyć, że tylko groźba kary powstrzymuje nas przed inicjowaniem przemocy. Prawdopodobnie wielokrotnie przeszacowujemy wpływ państwa na ograniczenie ilości przemocy w społeczeństwie w relacji do moralności i wielokrotnie niedoszacowujemy wpływ moralności w relacji do działań państwa. Łatwo zrozumieć to, uświadamiając sobie, że gdyby nie istniało ograniczenie w postaci wbudowanej w naszą biologiczną (czy duchową) strukturę moralności, ludzkość prawdopodobnie nigdy nie wyewoluowałaby do stanu, w którym problemy takie mogą być w ogóle dyskutowane. Fakt, że możemy rozmawiać o tym, w jaki sposób limitować agresję, musi wynikać z tego, że agresja ta limituje się w jakiś sposób samorzutnie (w czym moralność musi pełnić istotną rolę) – gdyby ludzie rzucali się sobie do gardeł przy pierwszej sposobności, nie byłoby możliwym wytworzyć na tyle stabilną strukturę społeczną, by jakakolwiek refleksja o moralności była możliwa.

Układ sił
Drugim istotnym powodem, dla którego ludzie powstrzymują się od inicjowania przemocy, jest to, że agresja nie zawsze przynosi zyski. Możliwość zainicjowania przemocy i brak moralnych oporów, by to zrobić, nie są wystarczającym warunkiem jej zaistnienia. Takie działanie musi być również opłacalne dla agresora. Przewidywane zyski z inicjacji przemocy muszą przewyższać przewidywane straty. Najprostszym przykładem nieopłacalności agresji jest sytuacja, w której jeden podmiot jest dużo słabszy od drugiego. Inicjowanie przemocy jest racjonalne tylko wtedy, gdy agresor posiada przewagę nad ofiarą lub gdy możliwy zysk z jej zainicjowania jest tak duży, że rekompensuje nawet wysokie prawdopodobieństwo przegrania konfliktu. Niezmiernie rzadko mamy do czynienia z sytuacją, w której znacząco słabsza osoba (lub grupa) atakuje osobę (lub grupę osób) silniejszą (młodszy chłopiec atakuje starszego). Częstsza wydaje się sytuacja, w której przemoc pojawia się ze strony osoby, która jest tak samo silna (lub trochę silniejsza) jak obiekt agresji (bójka równoletnich chłopców), niemniej jednak i takie sytuacje wydają się rzadkie. Zaatakowanie osoby o zbliżonej sile może skończyć się poważnymi stratami dla atakującego, dlatego możliwy zysk z ataku musi być bardzo wysoki (chłopiec może rzucić się na drugiego, ryzykując, że przegra i zostanie pobitym, by ukraść piłkę, ale nie będzie ryzykował bójki dla lizaka). Agresja pojawia się więc zazwyczaj, gdy jedna ze stron jest dużo silniejsza od drugiej. Jednakże nawet w takiej sytuacji słabszy jest w stanie wyrządzić silniejszemu na tyle duże straty, że ten ostatni może zrezygnować z agresji, o ile wynikająca z niej nagroda nie będzie bardzo duża (młodszy chłopiec może np. boleśnie ugryźć starszego, co nie zostanie wynagrodzone zyskiem z zainicjowania przemocy – odebraniem lizaka). To ostatnie zjawisko związane jest z faktem, że przemoc jest zjawiskiem nieprzewidywalnym i trudnym do wymiernej oceny ex ante (zdesperowana słabsza strona jest w stanie czasem pokonać silniejszą). Co więcej, trudny w ocenie jest nie tylko przewidywany efekt stosowania przemocy, ale i sam układ sił – rzadko kiedy mamy absolutną pewność, że druga strona jest od nas na tyle słabsza, że możemy bez lęku inicjować przemoc. Nie wiemy na przykład, czy potencjalna ofiara nie ma ukrytej broni, czy nie posiada potężnych sprzymierzeńców, którzy będą jej bronić (młodszy chłopiec ma starszego brata), czy wreszcie nie poszuka takich sprzymierzeńców, by dokonać odwetu. Zauważmy, że im większa agresja, tym większe ryzyko, że nawet dużo słabsza strona zdecyduje się na odwet. Co więcej, by zysk był duży, większa musi być też agresja – im większa strata ofiary, tym bardziej będzie ona się bronić. Małych aktów agresji nie opłaca się popełniać ze względu na niewielki zysk, który będzie ich wynikiem, dużych ze względu na potencjalnie dużą zemstę. I wreszcie, inicjowanie przemocy może spowodować nie tylko odwet, ale i atak wyprzedzający ze strony innych: podmioty o opinii agresywnych skłaniają innych nie tylko do podległości, ale także do podjęcia walki zanim same zaatakują. Agresywny podmiot sygnalizuje swoim zachowaniem nie tylko, że należy spodziewać się z jego strony agresji, ale także, że nie ma co liczyć na kooperację z nim (gdyż nie waha się inicjować przemocy, gdy jest to dlań korzystne) – co czyni go potencjalnym obiektem ataków wyprzedzających. Wszystko to oznacza, że kwestia układu sił może powodować, że ilość agresji w stanie anarchii będzie w znaczący sposób ograniczona nawet w sytuacji, gdy podmioty będą pozbawione jakichkolwiek hamulców moralnych. Przemoc jest ryzykowna, kosztowna i nieprzewidywalna i lepiej jej nie inicjować, jeśli nie istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że będzie się stroną (trwale) wygraną.

Istnieje tendencja, by lekceważyć zakres, w jakim kwestia układu sił ogranicza agresję. Wynika to z faktu, że nawet mała ilość agresji w danej społeczności sprawia, że myślimy o tej społeczności jako o przesiąkniętej agresją (przykładowo, klasa, w której dwóch chłopców regularnie inicjowałoby przemoc względem innych dzieci, uznana byłaby za silnie nasycona przemocą, mimo że ilość relacji opartych na przemocy byłaby w niej niska w stosunku do wszystkich relacji). A jednak układ sił jest niezwykle istotnym czynnikiem ograniczającym ilość agresji w danej społeczności, o czym zaświadczyć może każdy, kto znalazł się na krawędzi bójki, uznał jednakże, że lepiej z niej zrezygnować, nie był bowiem w stanie ostatecznie przewidzieć jej wyniku.

Korzyść z agresji vs korzyść ze współpracy
Czy oznacza to, że podmiot pozbawiony hamulców moralnych i posiadający znaczącą przewagę nad innymi będzie inicjować przemoc zawsze, gdy pojawi się taka możliwość? Nie. Sam fakt, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że będę zwycięzcą w konflikcie, nie oznacza, że opłaca mi się taki konflikt rozpętać. By przemoc była opłacalna, płynący z niej zysk musi być nie tylko większy od kosztów z nią związanych, ale musi być większy od zysku, który płynąłby z faktu, że miast zaatakować drugą stronę, podjęlibyśmy z nią współpracę. Koszty agresji wynikają nie tylko z ryzyka obrony i odwetu ze strony ofiary, utraty reputacji osoby nieagresywnej (co naraża na wyprzedzające ataki ze strony innych), ale również ze strat, które poniesie atakujący w wyniku zerwania pokojowych relacji z ofiarą. Zerwanie pokojowych relacji wiązać będzie się z uniemożliwieniem dalszej kooperacji z ofiarą. Gdy Robinson spotyka na bezludnej wyspie Piętaszka, może go – jeśli jest niemoralny i o wiele silniejszy – zabić i przejąć jego zasoby, jednakże postępując w ten sposób, traci szansę na współpracę z Piętaszkiem i na zyski, które by z niej płynęły. Jak się wydaje, w olbrzymiej liczbie wypadków kooperacja jest lepszą metodą wzbogacenia się (dla obu podmiotów) niż przemoc. Jednym z najważniejszych odkryć ludzkości było odkrycie dobrodziejstw, które płyną z podziału pracy: dwa podmioty są w stanie wyprodukować więcej potrzebnych im dóbr, jeśli podzielą się pracą tak, że każda z nich będzie robiła to, w czym jest relatywnie lepsza. Im więcej podmiotów bierze udział w podziale pracy, tym większa specjalizacja, a co za tym idzie, tym większa produktywność współpracujących ze sobą osób. Zasada podziału pracy działa nie tylko, gdy podmioty nastawione są względem siebie pokojowo, ale także, gdy żywią względem siebie wrogość. Nawet amoralne i silniejsze od innych podmioty będą wybierać współpracę zamiast agresji, jeśli zyski z tej pierwszej przekraczać będą zyski związaną z tą drugą. Wagę tego spostrzeżenia próbowano osłabić, wskazując, że nie dojdzie do współpracy między amoralnymi podmiotami ze względu na lęk każdej ze stron, że druga wykorzysta jej naiwność i złamie umowę o współpracy. Wydaje się jednak, że skupione na własnym zysku podmioty nie będą rezygnować z olbrzymiego wzrostu stopy zysku w wyniku dającego się rozwiązać problemu, jakim jest lęk przed byciem oszukanym. Istnieje wiele metod pozwalających pokonać ten problem.

Konsekwencje istnienia podziału pracy są bardziej dalekosiężne niż mogłoby się zdawać. Inicjowanie przemocy w wielu przypadkach uniemożliwia nawiązanie (lub kontynuację) współpracy nie tylko z ofiarą, ale również z innymi osobami, które dowiedziały się o fakcie zaistnienia przemocy. Inicjowanie agresji może być niekorzystne nie tylko ze względu na bezpośrednie efekty (brak szansy na dalsze kontakty z ofiarą), ale także ze względu na efekty pośrednie – wiedza o tym, że łamiemy zasady, dotrze do innych. Każdy cios wymierzony drugiej osobie jest równocześnie ciosem wymierzonym własnej reputacji. Nim kogoś zaatakujemy, upewnić musimy się, czy jednorazowy zysk z agresji przeważy straty związane nie tylko z zerwaniem relacji z ofiarą, ale i z zerwaniem relacji z innymi, którzy dowiedzieli się o naszych agresywnych działaniach. Pozornie wydawać może się, że mechanizmy związane z reputacją działać mogą tylko i wyłącznie w małych, zamkniętych grupach, jak się jednak okazuje, mogą one objąć swym działaniem wielkie społeczności, a w niektórych sytuacjach mogą dotyczyć całego świata.

Samowymuszające się kontrakty
Istnieją dobrze opisane mechanizmy ekonomiczne, które wyjaśniają, dlaczego nawet wobec braku systemu prawnego ludzie powstrzymują się przed inicjowaniem przemocy zarówno wobec osób z ich najbliższego otoczenia, jak i wobec osób spoza ich wspólnoty, osób, z którymi prawdopodobnie nigdy nie będą miały okazji się spotkać. Najważniejszym z nich jest mechanizm samowymuszających się kontraktów. Samowymuszające się kontrakty to umowy, które nie zostają złamane przez żadną ze stron, mimo że jedna z nich (lub obie) mogłby – wobec braku trzeciej strony wymuszającej dopełnienie kontraktu – dopuścić się takiego złamania i byłoby to dla niej (w krótkim trwaniu) korzystne. Kontrakty takie działają nawet wtedy, gdy obie strony są niemoralne, gdy nie mogą spodziewać się opartej na przemocy zemsty ze strony drugiej osoby i gdy nie istnieje żaden zewnętrzny mechanizm, który grozi karą za złamanie takiego kontraktu. By zadziałał klasyczny mechanizm samowymuszania się kontraktów, spełnione zostać muszą trzy warunki:
(a) interakcje nie mogą mieć jednorazowego charakteru, ale muszą składać się z serii kontraktów między dwoma stronami,
(b) liczba kontraktów w tej serii musi być wysoka (idealnie powinna dążyć do nieskończności) lub nie być możliwa do dokładnego oszacowania (jest prawdopodobne, że liczba kontraktów będzie wysoka),
(c) kontrakty muszą opiewać na relatywnie niskie sumy.
Sprzedawca w lokalnym sklepie mógłby oszukiwać klientów, sprzedając im dobra, które nie zgadzałyby się opisem. Za każdym razem, gdyby udało mu się oszukać klienta, notowałby zysk, za ów proceder nie groziłaby mu zaś żadna kara (jest mało prawdopodobne, by ktoś wezwał w takiej sytuacji policję, byłoby zresztą niezwykle trudne, by udowodnić winę sprzedawcy). A jednak wystąpienie takiego zjawiska jest mało prawdopodobne. Postępując w ten sposób, sprzedawca-oszust zapewniłby sobie krótkotrwały zysk, uniemożliwiłby jednakże długotrwałe funkcjonowanie swojego biznesu. Raz oszukany klient nie powróci do sklepu oszusta (przerwie serię powtarzających się kontraktów), sprzedawca zaś szybko wyczerpałby pulę nowych klientów, którzy daliby się oszukać i jego interes zakończyłby żywot. Ponieważ oszustwa tego typu opiewałyby na niskie sumy, straty z inwestycji w kapitał (założenie i amortyzacja sklepu), przewyższyłyby zyski z oszustw. Dlatego, mimo iż niemal każdy sprzedawca w tego typu sklepie może oszukiwać klientów, do oszustw dochodzi niezwykle rzadko.

Przedstawiony powyżej mechanizm zastosować można do dużej części interakcji między ludźmi. Obejmuje on nie tylko dużą część interakcji typowo ekonomicznych, ale także wielką część innych relacji społecznych – dotrzymywania obietnic, dobrych obyczajów, niesienia pomocy innym (ja pomogę ci teraz, ty pomożesz mi później), bycia miłym itd. Tkanka życia społecznego składa się w dużej mierze z tego typu powtarzalnych interakcji, których utrzymanie leży w długotrwałym interesie obu stron, mimo iż każdej z nich opłacałoby się w krótkim trwaniu oszukać drugą stronę. Okazuje się więc, że nawet w stanie anarchii, w sytuacji, gdy za złe, agresywne zachowanie (złamanie kontraktu, atak na drugą osobę, kradzież) nie grozi żadna kara, bardzo często opłaca się zachowywać w sposób nieagresywny.

Reputacja
Wydaje się, że zasada samowymuszających się kontraktów może mieć ograniczony zasięg. Jak się jednak okazuje, samowymuszanie się kontraktów nie ogranicza się do sytuacji, gdy kwoty, za które dochodzi do wymiany są niskie i gdy ten sam sprzedawca spotyka się wielokrotnie z tym samym kupującym. Po pierwsze, niskość cen jest relatywna względem poziomu inwestycji w kapitał. Ktoś, kto prowadzi interesy, w których obraca się wielkimi sumami, nie będzie skłonny narażać ciągłości transakcji dla bezwzględnie wysokiej sumy pieniędzy, która jest jednakże relatywnie niska względem pieniędzy zainwestowanych w dane przedsięwzięcie. Jednorazowe oszustwo polegające na sprzedaży bezwartościowego produktu za wysoką cenę może dać wysoki zysk, ale jeśli oszust, będzie chciał powtarzać taki proceder, to zyski z oszustw zostaną przeważone przez straty związane z odpływem klientów, co spowoduje, że zainwestowane w dany biznes pieniądze nigdy nie zostaną zrekompensowane. Łączy się to z drugą, niezwykle istotną kwestią, jaką jest fakt, że powtarzalność, która jest kluczowa dla zaistnienia zjawiska samowymuszania, nie musi być ograniczona do tego samego sprzedawcy i klienta. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że klient, który został poszkodowany przez sprzedawcę, przekaże informację o tym fakcie innym klientom (również potencjalnym) tego sprzedawcy, doprowadzając do wycofania się ich z handlu z tym sprzedawcą, a w konsekwencji do jego bankructwa. Im lepiej zorganizowana sieć informacji, tym mniejsza możliwość łamania zasad przez sprzedawcę, który zachować chce powtarzalność wymian. Im mniejsza społeczność, tym szybciej rozchodzi się informacja i dociera do każdego członka danej grupy, jednak dzięki istnieniu różnego rodzaju technologii informacyjnych wielkość społeczności ma (tak jak wielkość cen) charakter relatywny. W przypadku wydajnej struktury przepływu informacji, sprzedawca sprzedaje w pewnym sensie wciąż temu samemu klientowi. Warunkiem wchodzenia w wymiany jest reputacja, często wystarczy tylko jedna oszukana (zaatakowana, zignorowana) osoba, by straty w reputacji okazały się wystarczająco duże, by zniechęcić do oszukiwania. Co więcej, strata reputacji może przenosić się z jednej płaszczyzny interakcji społecznych na drugą, jeśli ktoś oszukuje, sprzedając/kupując jakieś towary, ryzykuje nie tylko utratę dalszych możliwości kupna/sprzedaży, ale także powodzenie innych interakcji społecznych, na których może mu zależeć. W idealnym świecie, w którym koszty zdobywania informacji byłyby zerowe, nawet najmniejsze przewinienie na dowolnym obszarze mogłoby spowodować utratę korzystnych powtarzalnych relacji z wszystkimi osobami, na wszystkich obszarach naszej aktywności, a więc śmierć społeczną, ale nawet w realnym świecie, w którym zdobywanie informacji ma swój koszt, możliwość dyseminacji wiedzy na temat reputacji pozwala radykalnie obniżyć ilość działań agresywnych.

Sygnalizowanie
Uzależnienie interakcji od reputacji drugiej strony może ograniczać zakres bezpiecznych wymian/interakcji społecznych. Czekanie, aż druga strona udowodni, że jest uczciwa i nie zamierza oszukiwać, jest kosztowne (jak wskazywał Hobbes, nie mając pewności co do intencji drugiej strony, ludzie będą powstrzymywać się od kooperacji). Istnieją jednakże metody, które pozwalają zadbać o reputację nim jeszcze uda nam się stworzyć sieć powtarzalnych relacji, które dowiodą naszej uczciwości – metody te określa się mianem sygnalizowania. Sygnalizowanie jest metodą gwarantowania uczciwości w sytuacji, w której klient nie ma szansy zdobyć wiedzy na temat naszej reputacji. Jedna ze stron wymiany może zainwestować jakąś część swoich zasobów tak, by przesłać potencjalnym klientom informację o swej uczciwości. Jest to możliwe dlatego, że osoba, która nastawia się na długotrwałe interakcje z innymi, celem których będzie zysk wynikający z powtarzalnych wymian, może pozwolić sobie na inwestycje mające na celu zamanifestować jej dobrą wolę, podczas gdy osobie, która nie zamierza czerpać zysków z powtarzalnych wymian, ale nastawia się na natychmiastowy zysk płynący z agresji (oszustwo, kradzież, atak), nie będzie się to opłacało. Koszty poinformowania wszystkich wkoło, że jest się uczciwą osobą, są zbyt wysokie, by zostały zrównoważone przez jednorazowy płynący z agresywnego działania, po którym do danej osoby przylgnie reputacja agresora, uniemożliwiając dalsze oszustwa. Dlatego właśnie w bankach chodzimy po marmurowych podłogach, lekarze wieszają na ścianach dyplomy, osoby zajmujące się handlem międzynarodowym znają języki i zwyczaje krajów, w których handlują itd. Sygnały takie są dowodem, że osoby te mają zamiar zdobywać zyski w wyniku powtarzalnych wymian, dlatego mogą pozwolić sobie na inwestycje, na które nie mógłby sobie pozwolić oszust. Jak się więc okazuje, dzięki mechanizmowi reputacji i sygnalizowania, klasyczna teoria samowymuszających się kontraktów może rozszerzyć zakres swego działania się na olbrzymią część relacji społecznych, zapewniając, że ludzie będą zachowywali się w sposób nieagresywny i przyzwoity, mimo że za złamanie zasad uczciwości i przyzwoitości nie będzie im groziła żadna natychmiastowa kara.

Narodziny moralności z ducha egoizmu
Między dwoma osobami, które mogłyby się nawzajem zaatakować (okraść, oszukać, nie pomóc sobie w potrzebie itp.), ale nie zrobiły tego, po jakimś czasie wytworzyć może się pewnego rodzaju więź, która sprawi, że będą one unikały agresji nie tylko, by zyskać, ale ze względu na niechęć do stosowania przemocy. Egoistyczna chęć zysku nie tylko ogranicza naszą skłonność do agresji, ale jest także w stanie wtórnie doprowadzić do powstania określonych form moralności, które działać będą następnie niezależnie od ekonomicznych motywacji. Choć pierwotnie współpraca i podbudowujące ją zasady moralne będą preferowane dlatego, że są opłacalne, po jakimś czasie wytworzy się cała kultura oparta na współpracy, która nie będzie traktowała zasad moralnych wyłącznie jako środka do osiągnięcia określonych celów, ale również jako samoistną wartość. Osoby, które nie inicjują przemocy i czerpią z tego faktu korzyści – niezależnie od tego, czy są moralne, czy też nie – będą: (a) chciały, by jak najwięcej osób wiedziało, że należą one do grona osób moralnych, (b) dążyły, by osoby, które nie postępują moralnie, zostały zdemaskowane, (c) wspierały dyskurs moralny, który ukazuje ich działania za właściwe. Oznacza to, że duża część niemoralnych osób nie tylko będzie postępowała moralnie, ale będzie również aktywnie promowała moralne zachowania. Wszystkie te procesy będą wzmacniane przez osoby, które sprzeciwiają się agresji ze względów moralnych. Osoby te będą zawsze wybierały tych, którzy przemocy nie inicjują, nagłaśniały wszelkie działania osób inicjujących agresję i promowały dyskurs potępiający inicjowanie agresji. Wszystko to oznacza, że cywilizowane zwyczaje będą promowane nie tylko przez osoby rzeczywiście przywiązane do cnoty, ale również przez tych, którzy dzięki istnieniu tych zwyczajów zyskują.

Kto tak naprawdę chroni nas przed agresją?
Nawet wobec braku jakichkolwiek instytucji dbających o przestrzeganie zasady nieagresji, istnieje wiele obszarów, na których inicjowanie przemocy nie będzie strategią preferowaną. Po pierwsze, wiele osób nie będzie inicjować przemocy, gdyż uznaje takie działania za niemoralne. Po drugie ilość agresji jest ograniczona faktem, że jest ona zachowaniem ryzykownym, którego dopuszczać jest się rozsądnie tylko wtedy, gdy jedna ze stron posiada znaczną przewagę nad drugą. Ponieważ ludzie są wyposażeni w bardzo podobne atrybuty biologiczne, nie jest im łatwo uzyskać taką przewagę nad innymi. Po trzecie wreszcie, inicjacja agresji jest bardzo często nieopłacalna, nawet wtedy, gdy nie ma groźby, że zostanie ukarana za pomocą przemocy. By stać się strategią preferowaną, zyski z niej płynące musiałyby przewyższyć straty związane nie tylko z brakiem kooperacji z ofiarą, ale również z brakiem kooperacji z innymi osobami, które zostaną zniechęcone poprzez pojawienie się agresji. Agresja zrywa więzi, które łączą nas z innymi ludźmi – ktoś, kto zerwie zbyt dużą liczbę tych więzi, znajdzie się w społecznej próżni. Wszystko to prowadzi do wniosku, że ilość agresji w stanie anarchii nie byłaby więc tak duża, jak sugerował Hobbes i działający wewnątrz jego paradygmatu teoretycy państwa. Ilość agresji byłaby w stanie anarchii w sposób samorzutny radykalnie ograniczona. Słowo „ograniczona” rozumieć należy na dwa sposoby:
(1) pojawiałaby o wiele rzadziej niż mogłoby się to zdawać,
(2) pojawiałaby się w określonych (ograniczonych) miejscach.
Ów drugi punkt jest niezwykle istotny. W tradycyjnym ujęciu dystrybucja agresji w anarchii zdaje się bowiem całkowicie przypadkowa, agresja przenika cały obszar anarchii w powtarzających się, nieprzewidywalnych spazmach i wybuchach. Określenie „wojna wszystkich przeciwko wszystkim” wskazuje na fundamentalną homogeniczność struktury anarchii, która sprawia, że agresja rozlewa się na jej obszarze w równomierny sposób. Jednak opisane przeze mnie mechanizmy wskazują, że agresja będzie pojawiała się na bardzo określonych obszarach, na które nie będą oddziaływały opisane wyżej czynniki. Jeśli zrozumiemy, że agresja będzie w stanie anarchii w dwojaki sposób ograniczona (nie będzie strategią dominującą i będzie pojawiać się w określonych miejscach), łatwiej wyobrazić możemy sobie, w jaki sposób wolne społeczeństwo mogłoby sobie z nią poradzić.

Hobbes nie tylko błędnie oszacował ilość agresji w anarchii, ale – co było tego logiczną konsekwencją – błędnie wskazał na państwo jako główny czynnik, który ogranicza agresję w społeczeństwie, nie dostrzegając, że agresja ograniczana jest w dużej mierze samorzutnie. Idąc śladem autora Lewiatana, współcześni badacze uznają, że porządek społeczny jest wytworem państwa, gdy w istocie państwo pilnuje porządku jedynie na marginesach społecznych interakcji. Olbrzymia część porządku społecznego zapewniona jest przez trzy wskazane przeze mnie czynniki, które nazwać można generatorami ładu: moralność, kwestie układu sił i sieć powiązań społecznych, z których korzysta jednostka, a która może zostać zerwana przez inicjację przemocy. Generatory ładu sprawiają, że społeczeństwo bezpaństwowe jest w dużej mierze uporządkowane, zaś przemoc pojawia się wyłącznie na niewielkich, ograniczonych obszarach. Gdyby nie istniały samorzutne mechanizmy generujące porządek, państwo nie byłoby w stanie w żaden sposób tego porządku zapewnić, ilość naruszeń byłaby zbyt wielka, by jakikolwiek aparat państwowy mógł się ukonstytuować i następnie zapewnić porządek społeczny. Nie jest więc tak, że porządek społeczny jest produkowany przez państwo, przeciwnie państwa mogły powstać tylko dlatego, że ów porządek – w swoim zrębie – powstał w sposób samorzutny.

Kto inicjowałby przemoc w stanie anarchii?
Wszystko to nie oznacza, że w stanie anarchii nie pojawiałaby się przemoc, ale że przemoc pojawiałaby się w ściśle określonych ramach. Jak powiedzieliśmy, agresja byłaby ograniczana przez moralność, układ sił i zyski z kooperacji. Pozwala to określić, kto stosowałby przemoc w anarchii, byłyby to przede wszystkim osoby niemoralne, które posiadają dużą przewagę fizyczną nad innymi i nie dbają o więzi (ekonomiczne i innego rodzaju), które łączą je z reszta społeczeństwa. Niespełnienie choćby jednego z tych warunków radykalnie obniża prawdopodobieństwo pojawienia się agresji. Wątpliwie, by dopuszczały się jej osoby:
– moralne, nawet gdy mają przewagę nad innymi i nie istnieją silne więzi łączące je z resztą społeczeństwa,
– osoby słabsze od innych, nawet gdy są głęboko niemoralne i nie interesują ich więzi społeczne, czy, wreszcie,
– osoby powiązane ze światem licznymi więzami, nawet jeśli są niemoralne i potężne.
Analiza ta pozwala pokazać, że agresja w stanie anarchii byłaby ograniczona do czterech typów sytuacji – dopuszczałyby się jej:
(1) Zorganizowane grupy zbrojne składające się z niemoralnych, wyspecjalizowanych w stosowaniu przemocy osób, które ze względu na charakter swej działalności (pasożytowanie na reszcie społeczności) nie przejmują faktem, że ich działania prowadzą do zerwania opartych na powtarzalności więzów kooperacji. Ten typ agresji nazwijmy agresją zorganizowaną.
(2) Pojedyncze niemoralne i silne osoby, jeśli nie będzie to groziło zerwaniem kooperacji z innymi osobami. Przykładowo, sprzedawca oszukuje klienta o którym wie, że nie wróci do jego sklepu, osiłek – widząc, że nikogo nie ma wokół – bije słabeusza. Ten typ nazwijmy agresją sytuacyjną.
(3) Niemoralne, które nie byłyby w stanie zrozumieć zysków płynących ze współpracy z innymi – np. osoby o niezwykle wysokiej preferencji czasowej (narkoman musi zdobyć pieniądze na narkotyk i okrada kogoś, ryzykując bycie złapanym). Ten typ nazwijmy agresją krótkowzroczną.
(4) Agresja pojawiałaby się również w wyniku różnego rodzaju konfliktów między jednostkami moralnymi lub świadomymi wyższości kooperacji nad przemocą, które jednakże pozwoliły, by z jakichś względów emocje lub błędne wyobrażenia o działaniach drugiej strony wzięły górę nad racjonalną analizą/moralnym działaniem. Ten typ nazwijmy agresją konfliktową.

Jak się wydaje, jedynym istotnym typem agresji, który stanowiłby zagrożenie dla ładu anarchicznego, byłaby agresja zorganizowana. Jeśli istnieje jakiś powód, dla którego powinniśmy bać się anarchii, to jest nią nie domniemana wojna wszystkich przeciwko wszystkim, ale zdominowanie zasadniczo uporządkowanego obszaru anarchii przez jakąś (wewnętrzną lub zewnętrzną) grupę. Największą słabością społeczności żyjącej w anarchii jest nie to, że jej członkowie będą ze sobą walczyć (w istocie jest wysoce prawdopodobne, że kwitłaby między nimi współpraca), ale to, że nie będą potrafić bronić się przed przemocą ze strony zorganizowanej grupy inicjującej przemoc. Paradoks polega jednakże na tym, że rozwiązanie, które zaproponował Hobbes (a za nim wszyscy teoretycy państwa), trudno postrzegać jako rozwiązanie właśnie – polega ono bowiem na poddaniu się władzy państwa, które jest funkcjonalnie nieodróżnialne od takiej grupy. Państwo nie jest rozwiązaniem największego problemu anarchii, państwo jest tym problemem.

5 Comments:

  1. „Prawdopodobnie wielokrotnie przeszacowujemy wpływ państwa na ograniczenie ilości przemocy w społeczeństwie w relacji do moralności i wielokrotnie niedoszacowujemy wpływ moralności w relacji do działań państwa. ”

    Próbowałeś szukać badań na ten temat?

  2. Pingback: - Libertarianizm
  3. Doskonały tekst! Nie dało się tego prościej i bardziej dobitnie przedstawić. Agresja jest zawsze zła i nie ma dla niej żadnego usprawiedliwienia. Warto zawsze monitorować i piętnować agresywne działania jednostek i grup, szczególnie tych najbardziej wpływowych, co też robimy na portalu: http://gazetaliberty.com/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.