Federalizm

Federalizm zakłada, że władza na obszarze danego państwa sprawowana jest nie przez jeden, scentralizowany aparat państwowy, ale przez wiele niezależnych względem siebie ośrodków zarządzających mniejszymi obszarami administracyjnymi. Rząd federalny zajmuje się wyłącznie projektami, które wymagają koordynacji działań wielu mniejszych ośrodków (np. obroną militarną).

Gdyby Polska stała się państwem federalnym, zamiast jednego ośrodka władzy mielibyśmy np. 16 mniejszych administracji rządzących na obszarach obecnych województw. Gdyby partia A wygrała w 10 województwach, a B w 6, zwycięzca rządziłby tylko tam, gdzie wygrał, nie zaś w całym kraju. W niektórych województwach (np. na Śląsku czy w Wielkopolsce) władzę zdobyć mogłyby lokalne ugrupowania, niemające ogólnokrajowego zasięgu, w innych miejscach wygrywałyby większe formacje (np. liberałowie czy konserwatyści). Z biegiem czasu sprawnie zarządzane województwa mogłyby próbować odłączyć się od państwa federalnego, by następnie same stać się federacjami złożonymi z mniejszych województw czy gmin (taka fraktalna secesja prowadziłaby w dłuższym trwaniu do maksymalnego zdecentralizowania państwa). Jakie zyski mogłyby być związane z istnieniem takiego systemu?

1. Ponieważ na różnych obszarach administracyjnych funkcjonować mogłyby różne rozwiązania prawne, istniałaby możliwość porównania odmiennych rozwiązań i oceny ich relatywnej efektywności. Załóżmy, że w jakimś okręgu zwyciężyli socjaliści, w innym – liberałowie. Po 4, 8 czy 12 latach ich rządów efekty wprowadzonych przez te dwie formacje polityk powinny być widoczne i możliwe do porównania (zakładamy tu – nawinie, choć niezupełnie bezpodstawnie – że polityki liberałów i socjalistów będą się różnić). Jeśli polityki socjalistyczne okazałyby się korzystniejsze, inne województwa mogłyby je naśladować. Jeśli korzystniejsze byłyby polityki liberalne – to one byłyby kopiowane. Proces ten przedstawić można jako następstwo trzech zjawisk – pluralizacji, ewaluacji i emulacji prawa:

  1. Ten sam problem X w różnych województwach rozwiązywany jest na różne sposoby – pluralizacja.
  2. Po jakimś czasie okazuje się, jakie efekty przynosi to rozwiązanie, dzięki czemu lokalne społeczności mogą ocenić, które polityki są najbardziej korzystne – ewaluacja.
  3. Politycy, którzy wybrali nieefektywne rozwiązania – pod presją wyborców/opinii publicznej – musieliby wdrożyć rozwiązania, które sprawdziły się w innych miejscach – emulacja.

Istnienie tego procesu zapewniałoby rodzaj ochrony przed wprowadzaniem złego prawa (widząc negatywne konsekwencje jego wprowadzenia na jakimś obszarze, inne obszary nie decydowałyby się na to rozwiązanie) i, teoretycznie, w dłuższej perspektywie czasowej prowadziłoby do odkrycia najbardziej efektywnych form prawa. Ten drugi proces byłyby jednakże osłabiony w istotny sposób przez fakt, że politycy mają słabą zachętę ekonomiczną, by tworzyć efektywne prawo. Federalizm, choć osłabiałby patologie demokracji, nie byłby w stanie ich wyeliminować, są one bowiem konstytutywne dla demokracji.

2. Efektem federalizacji byłoby zmniejszenie jednostek administracyjnych. Posiadałoby to dalekosiężne konsekwencje dla efektywności demokratycznych mechanizmów kontroli nad władzą. Jednym z podstawowych problemów demokracji jest racjonalna ignorancja i będąca szerszym zjawiskiem racjonalna bierność. Jednostkom nie opłaca interesować się sprawami społecznymi i angażować w nie, gdyż ich wpływ na losy kraju jest zaniedbywalnie mały, w związku z czym lepiej przeznaczać swój wolny czas na maksymalizowanie własnej użyteczności (zarabianie pieniędzy, rozrywki, relaks, rozwój osobisty). Przeciętny obywatel demokracji charakteryzuje się więc zarówno racjonalną ignorancją, jak i racjonalną biernością. Oba zjawiska są bezpośrednio związane z (1) liczbą osób żyjących na danym obszarze i (2) zakresem działań państwa. Im więcej osób żyje na danym terenie, tym mniejszy wpływ jednostki na zarządzanie tym terenem, tym większa racjonalna bierność i ignorancja, tym mniejsza kontrola władzy. Równocześnie, im większy zakres działań władzy, tym trudniej jednostce zdobyć wiedzę na temat tych działań, tym większa racjonalna bierność i ignorancja, tym mniejsza kontrola władzy. Oznacza to, że zmniejszenie wielkości obszarów administracyjnych i zmniejszenie liczby ludności podlegających danej władzy zwiększyłoby kontrolę społeczną nad władzą. Przykładowo: Wielkopolanie mogą łatwiej ocenić, czy administracja Wielkopolski dobrze zarządza drogami, niż Polacy mogą ocenić to w kontekście Polski. Ślązacy lepiej ocenią jakość szkół na Śląsku, niż Polacy w Polsce. Federalizacja zwiększyłaby kontrolę społeczną nad władzą, co w efekcie zaowocowałoby wyższą jakością prawa. Im bliżej ludzi znajduje się władza, tym łatwiej ją kontrolować. Im mniejszy obszar administracyjny, tym bardziej racjonalne decyzje wyborców.

pid_26809

Im mniejszy obszar administracyjny, tym mądrzej głosują wyborcy i tym bardziej responsywny musi być rząd – argumentuje Ilya Somin

3. Osoby niezadowolone z tego, w jaki sposób zarządzany jest obszar, na którym mieszkają, mogą przenieść się do regionów lepiej zarządzanych. Zjawisko to określa się mianem głosowania nogami lub migracji prawnej (jego ekonomiczny model opracował Charles Tiebout). Im większa liczba zarządzanych niezależnie terenów, tym niższe koszty takiej migracji. Choć i teraz (w kontekście istnienia wielkich, scentralizowanych państw) migracja prawna jest możliwa i ma miejsce, jest ona o wiele bardziej kosztowna niż miałoby to miejsce w systemie federalnym. Przeprowadzka do innego kraju, w którym mówi się innym językiem, w którym funkcjonuje inna kultura, od którego dzielą nas tysiące kilometrów (co zmusza m.in. do rozluźnienia więzi z bliskimi) jest niezwykle kosztowna. Przeprowadzka do innego województwa tego samego kraju (czy do innego małego kraju, który powstał w wyniku rozpadu kraju większego) wiązałaby się z radykalnie mniejszymi kosztami. W systemie federalnym migracja prawna stałaby się o wiele częściej wybieraną metodą polepszania własnego dobrobytu.

Możemy przewidywać, że w państwie federalnym ludzie przenosiliby na obszary, na których: (a) obowiązywałoby bardziej efektywne (w ich przekonaniu) prawo, (b) prawo byłoby bardziej zbliżone do wartości wyznawanych przez daną jednostkę. Migracja prawna posiada dwojakie (natychmiastowe i długotrwałe) konsekwencje. Najbardziej oczywistą i natychmiastową konsekwencją tego zjawiska jest polepszenie sytuacji osoby migrującej, która przenosi się na obszar, na którym jej subiektywnie odczuwany dobrostan się zwiększa. Przedsiębiorca, który przenosi się na obszar, w którym podatki są niższe, notuje wyższe zyski. Rodzice, którzy przenoszą się na obszar z lepszymi szkołami, cieszą się z faktu lepszego wykształcenia swych dzieci. Osoba o silnym poczuciu przynależności narodowej, która przenosi się na obszar, na którym prowadzi się silną politykę historyczną, będzie czuła się lepiej niż na obszarze, na którym wygrali libertarianie i zlikwidowano wszystkie muzea. Innymi słowy, federalizacja daje wybór, a dodatkowa możliwość – jeśli nie wiąże się z nią żadna strata – jest zawsze czymś korzystnym.

4. Migracja prawna posiada również bardziej długotrwałe i złożone konsekwencje:

  1. Migracja osób na tereny, na których wdrożono efektywne prawo, oznaczać będzie zwiększenie bazy wyborców wspierających efektywne rozwiązania. Przykładowo, jeśli korzystne okażą się rozwiązania liberalne, liberalne województwa przyciągać będą liberałów i tym samym jeszcze bardziej się liberalizować.
  2. Migracja osób na tereny charakteryzujące się efektywnym prawem wzbogaci te regiony. Kapitał będzie koncentrował się na dobrze zarządzanych obszarach, co jeszcze bardziej je wzmocni, akcentują – w oczach opinii publicznej – że wdrażane tam polityki są właściwe. Zamieszkujący je wyborcy będą domagać się kontynuowania tych polityk, mieszkańcy innych obszarów – ich naśladowania. Dobre prawo będzie promowane, złe – eliminowane.
  3. Napływ nowych podatników może zwiększyć wpływy podatkowe, co spowoduje, że apetyty polityków chcących doić produktywną populację zostaną (przynajmniej chwilowo) zaspokojone, przez co nie będą oni skłonni tak szybko zwiększać podatków.
  4. Po czwarte, odpływ podatników z obszarów, gdzie wdrożono nieefektywne prawo, będzie osłabiał rządzącą tam w zły sposób administrację. Dojne krowy i golone owce uciekną, osłabiając bazę podatkową danego obszaru, wywołując niepokoje społeczne i żądania zmiany. Ucieczka bazy podatkowej zaowocuje presją na polityków, by wprowadzili rozwiązania z obszarów, które są celem ucieczek.
  5. Po piąte, proces czwarty będzie działał w sposób potencjalny – politycy będą obawiali się ucieczki podatników i dlatego będą musieli proponować bardziej efektywne formy polityki.

W punkcie pierwszym wskazałem, że federalizacja umożliwia procesy pluralizacji, ewaluacji i emulacji prawa. Związana z federalizacją możliwość migracji prawnej spowodować może zaś, że procesy te działać będą w miarę wydajnie, przyczyniając się do produkcji efektywnego prawa. Chęć zwabienia podatników lub lęk przed ich ucieczką skłaniałby polityków, by w większym stopniu liczyli się z potrzebami społecznymi, w mniejszym zaś realizowali swe prywatne interesy. Jeśli federalizacja jest motorem umożliwiającym doskonalenie prawa (lub przynajmniej opóźniającym jego degenerację), migracja prawna jest paliwem, które zapewnia tego motoru działanie.

hoppe

„Małe jest piękne i efektywne” – przekonuje Hans-Hermann Hoppe,
zwolennik „Europy tysiąca Lichtensteinów”

5. Kolejnym zyskiem płynącym z federalizacji byłoby zwiększenie poziomu reprezentacji. Sam fakt, że państwo zastąpione zostałoby wieloma jednostkami administracyjnymi, sprawiłyby, że ludzie w większym zakresie rządzeni byliby przez tych, których uznają za lepiej do tego predestynowanych. W systemie centralistycznym zwycięzca często „bierze wszystko”, w system federalistycznym bierze tylko te obszary, w których wygrał. Proces ten zostałby jeszcze silniej wzmocniony przez proces migracji prawnej.
Większa reprezentacja może być traktowana jako wartość sama w sobie (więcej ludzi jest rządzonych przez tych, których wybrało), ale ma również bardziej dalekosiężne konsekwencje. Jednym z podstawowych problemów demokracji jest problem mniejszego zła: ponieważ wyborcy obawiają się większego zła, zgadzają się na zło mniejsze. Formacja, które chce zająć miejsce skompromitowanych złymi rządami poprzedników, nie musi jawić się jako doskonała. Wystarczy, że będzie wydawała się trochę lepsza od tych, którzy aktualnie sprawują władzę i od swej nielicznej konkurencji. Jeżeli jednak większe zło zostałoby (dzięki federalizacji) osłabione, władza musiałaby przedstawiać (a być może i realizować) bardziej ambitne projekty. Jeśli twoim przeciwnikiem jest Hitler, by wygrać wybory, wystarczy nie-być-Hitlerem, jeśli jednak twoim przeciwnikiem jest przeciętnie-zły-polityk, by z nim wygrać, musisz być (przynajmniej pozornie) trochę mniej zły od niego. Przykładowo, w zamieszkałym przez konserwatystów regionie nie dałoby się już straszyć lewactwem, co wymuszałoby na rywalizujących ze sobą partiach konserwatywnych wyższą jakość rządzenia. W regionie lewicowym nie dałoby się straszyć nacjonalizmem, co podniosłoby jakość rządzenia lewicowców.

6. Interesującą cechą federalizmu jest również to, że zapobiega on katastrofom prawnym na wielką skalę. Błędna decyzja jakiegoś polityka może w systemie federalnym pogrążyć jakieś województwo w kryzysie (gospodarczym, kulturowym ekologicznym, edukacyjnym), nie pogrąży w nim jednak całego państwa. Ponieważ możemy zakładać, że koszty wielkoskalowych błędów są większe niż zyski z udanych polityk ogólnokrajowych, federalizacja zdaje się stanowić doskonałą zaporę przed rozlewaniem się zła i głupoty na obszar całego państwa. Jeśli polityka jest złem walczącym z głupotą o pierwszeństwo, federalizacja gwarantuje przynajmniej, że efekty tej walki zostaną ograniczone terytorialne.

7. Ostatnim zyskiem płynącym z federalizacji, o którym chciałem wspomnieć (lista ta nie jest w żadnej mierze wyczerpująca, interesowały mnie tu przede wszystkim kwestie związane z kontrolą władzy przez społeczeństwo), jest zwiększenie siły lokalnych wspólnot. Osłabienie silnego, scentralizowanego państwa zwiększyłoby w istotny sposób znaczenie wspólnot średniego zasięgu skupionych wokół mniejszych krain geograficznych (małych ojczyzn), miast, lokalnych kultur, kościołów czy wreszcie ruchów i stowarzyszeń. Osłabiając siłę państwa, wzmocnilibyśmy siłę społeczeństwa.

Federalizm nie jest rozwiązaniem problemów demokracji. Państwo federalne jest nadal państwem opresyjnym i ekonomicznie nieefektywnym. Decentralizacja władzy jest jednak krokiem we właściwym kierunku. Osłabia władzę, zwiększa kontrolę obywateli nad państwem, zmniejsza koszty ucieczki przed złym prawem, aktywizuje społeczeństwo. Federalizm nie zbawi demokracji, ale może uczynić ją mniej dotkliwą.

16 Comments:

  1. „Im mniejszy obszar administracyjny, tym bardziej racjonalne decyzje wyborców”.

    Sądzę, że lepiej byłoby w tym miejscu mówić o bardziej świadomych decyzjach, wynikających z większego zainteresowania sprawami społeczno-polityczno-ekonomicznymi, będących efektem malejących racjonalnej ignorancji i bierności.

    Ponadto, unikałbym utożsamiania kraju z państwem, tj. posługiwania się tymi terminami jako synonimami, zamiennie w różnych miejscach. Secesji i rozpadowi podlegają raczej państwa aniżeli kraje, gdyż te drugie mogą istnieć i istnieją niezależnie od istnienia tych pierwszych.

    Z pozostałymi tezami i z ogólną wymową tego wpisu jak najbardziej się zgadzam i cieszę się, że to, o czym pisze chociażby Hans-Hermann Hoppe znajduje coraz większe grono zwolenników i że recepcja jego myśli jest coraz bardziej widoczna.

    1. W sumie nie zastanawiałem się nad znaczeniem słowa „kraj”, używam go dość mechanicznie (kraj jako obszar, nad którym władzę sprawuję państwo. Czy gdyby nie było państw, nie byłoby krajów?). Musiałbym to przemyśleć.

      Co do Hoppego, to mam mu trochę za złe, że w swoich rozważaniach – w tym kontekście (ale w sumie i w każdym innym też tak jest) – pomija trochę swoich poprzedników. Pewno jest to odpowiedź na marginalizowanie ASE przez drugą stronę, acz prowadzi to potem do błędnego przekonania (tych, który czytają tylko libertarian), że jego prosecesyjne argumenty zostały wymyślone przez niego.

      1. Ja po prostu poprzez kraj rozumiem pewien obszar zamieszkiwany przez określoną ludność o określonej charakterystyce (kulturowej, etnicznej, religijnej, językowej itd.), natomiast państwo, cóż – to instytucja dość dobrze zdefiniowana na gruncie libertarianizmu, przez wspomnianego chociażby Hoppego.

  2. I teraz pytanie – czy libertarianin, którego wymarzonym ładem jest minarchizm czy anarchokapitalizm, może popierać i postulować mało radykalne rozwiązania, będące de facto w sprzeczności z duchem jego idei (jak pomysły na poprawę demokracji)?

    1. Federalizm wydaje się deontologicznie tak samo zły jak państwo scentralizowane (czy rzeczywiście tak jest, może są jakieś sensowne argumenty etyczne za secesją/decentralizacją), jednak zdaje się mieć o wiele lepsze konsekwencje praktyczne. Teoretycznie państwo scentralizowane może być bardziej wolnościowe niż państwo federalne, jednak wydaje się, że decentralizacja była przeciętnie lepsza od centralizacji.

  3. Czyli tak – popierać ruchy secesjonistyczne, decentralizacyjne i federacyjne? Postulować regionalizm i społeczeństwo bardziej obywatelskie?

    1. Zależy gdzie. W takiej Polsce raczej nie, tutaj trzeba, tak jak pan Janusz powiedział, wziąć za mordę i wprowadzić oświecony liberalizm, a nie oddawać władzę ludowi, dla którego im gorzej dla normalnych ludzi tym lepiej dla niego. Za to w Australii albo Szwajcarii – jak najbardziej.

      1. To działa w drugą stronę. Ludzie uczą się wybierać, gdy mogą wybierać i gdy od ich wyborów coś zależy. Niewolnik musi stać się wolny, by stracić mentalność niewolnika.

        1. No właśnie – czy niewolnictwo (w USA) zostało zniesione demokratycznie? Nie, potrzeba było ciężkiej ręki dyktatora żeby wreszcie ludzie zrozumieli iż niewolnik też człowiek. Owszem, ludzie mogą ocenić czy stan dróg poprawił się na ich wsi, ale gdy przechodzą do bardziej abstrakcyjnych kwestii (chociażby aborcja, in vitro itp.) to już tak mnogo nie wybierają jedynego słusznego rozwiązania.

          1. Zgoda. Dlatego wprowadzenie państwa minimalnego na drodze siły/przewrotu (przeciw władzy, nie przeciw społeczeństwu) jest dla mnie dopuszczalne (na poziomie moralnym, bo na poziomie praktycznym trudno zagwarantować, że rewolucja nie zostanie skradziona). Trzeba odróżnić jednorazową interwencję siłową, której celem jest zerwanie z obecnym układem, od porządku, w którym wolność się w sposób ciągły wymusza. To drugie – autorytarny kapitalizm – jest dla mnie nie do przyjęcia.

  4. Mentalność Polaków powoli się zmienia, przynajmniej w pewnych grupach społecznych. Możliwe, że za 10 czy 20 lat nie obecna mniejszość, ale już większość społeczeństwa będzie pozytywnie nastawiona do decentralizacji władzy. Obecne wartości i przyzwyczajenia zaburzają racjonalne spostrzeganie tego, co rzeczywiście byłoby lepsze dla każdego z nas pod względem rozwoju.
    Przestarzałe tradycje, niska świadomość obywatelska, ignorancja, brak chęci do działania, obawa przed wprowadzaniem nowych rozwiązań, a także stosunkowo niski poziom edukacji w tym zakresie (ludzie wciąż mylą autonomię z separacją, nie znają różnic między państwem federalnym a unitarnym itd). Niełatwo będzie to zmienić w kraju, gdzie większość „wie lepiej” i często nie chce słuchać, a co dopiero zrozumieć, poglądów niezgodnych z ich przekonaniami.
    W decentralizacji władzy część widzi zagrożenie dla silnego państwa, za które uważa Polskę. Polsce zaś daleko do potęgi pod wieloma względami – właściwie od momentu odzyskania niepodległości jest państwem podzielonym, przejawiającym zadatki bardziej na państwo autorytarne niż demokratyczne – suwerenność jednostki jest mniej znaczącą niż suwerenność państwa a głos mniejszości jest – czasem i w brutalny sposób – tłumiony.
    Spójrzmy chociaż na Śląsk, któremu przez komunistów bezprawnie została odebrana autonomia. I po 29 latach, pomimo tego, że Sejm Śląski nigdy nie został rozwiązany, o autonomii w Warszawie nawet nie chcą słyszeć. Zaś po stu latach region mający ogromny potencjał, teraz jest w stanie dla mnie osobiście przykrym. Trudno powiedzieć o którymkolwiek z miast, że jest zadbane czy odpowiednio zorganizowane pod względem a historia Górnego Śląska ginie od dawna w państwowej edukacji, która za to woli przeszłość państwa i narodu polskiego pokazać w lepszym świetle, domagając się uznania, zamiast wskazać słabości i zachowania, których należy się pozbyć w kraju demokratycznym.
    O ile stoję murem za koncepcją państwa federalnego, wstrzymałabym się z szybkim wprowadzeniem koncepcji państwa minimalnego ze względu właśnie na polską mentalność. W tym przypadku potrzeba otwartego, uczciwego i pracowitego społeczeństwa, gotowego do wielkich zmian.
    Myślę więc, że przez pierwsze lata o wiele lepiej sprawiłyby się władze samorządowe z szerokim zakresem władzy, kontrolowane w pewnej części przez mieszkańców regionu przy pomocy chociażby referendum.
    Ogólnopolskie partie musiałyby spojrzeć na ludzi, ich realne potrzeby i rzeczywiste zagrożenia w różnych częściach kraju i w różnych kręgach społecznych. Ignorancja w takim przypadku skończyłaby się spadkiem poparcia i powstawaniem mniejszych partii, które działałyby z zaangażowaniem w swoich regionach, odsuwając tamte od władzy.
    Co do kwestii obalenia obecnego „porządku” – najważniejsze jest uświadomianie, że nacisk na wolność indywidualną jest pozytywnym zjawiskiem, którego nie należy się obawiać, a z którego można czerpać sporo korzyści. Wiele osób nieprzychylnie patrzy na kwestie takie jak dostęp do broni, zalegalizowanie narkotyków, prywatyzacja i zmniejszenie w znacznym stopniu podatków a co za tym idzie – pomocy socjalnej.
    Kojarzy im się to ze wzrostem przestępczości, narkomanii, władzą w rękach bogatych, braku wsparcia dla biedniejszych i możliwości „darmowego” korzystania z instytucji, które obecnie są państwowe.
    Przez takie błędne skojarzenia libertarianizm nie cieszy się wielką popularnością. Wprowadzałby także coś, czego wcześniej nie było, czego społeczeństwo nie zna, więc z góry go odrzuca.
    Mam nadzieję, że wkrótce widoczne będą postępy w stronę pełnej wolności, a nie z powrotem w stronę znanej już dobrze dyktatury.

    1. „O ile stoję murem za koncepcją państwa federalnego, wstrzymałabym się z szybkim wprowadzeniem koncepcji państwa minimalnego ze względu właśnie na polską mentalność. W tym przypadku potrzeba otwartego, uczciwego i pracowitego społeczeństwa, gotowego do wielkich zmian.”

      No tak, ale to zakłada, że w jakiś sposób może wytworzyć się takie społeczeństwo. A ja argumentowałbym, że przeszkodą do jego powstania jest właśnie państwo nieminimalne. Warunkiem wytworzenia się takich wartości jest wolność, za którą idzie odpowiedzialność. Cnota pracowitości wytwarza się tam, gdzie jest wolność, bo w sytuacji wolności pracowitość jest maksymalnie nagradzana (brak podatków), a niepracowitość maksymalnie karana (brak państwowej opieki społecznej). To samo z uczciwością i otwartością. Więc czekanie na to, aż społeczeństwo dojrzeje do wolności, nie wydaje się słuszną strategią, bo wolność jest warunkiem dojrzałości.

      Zresztą, szanse na wprowadzenie całościowych reform libertariańskich są tak niewielkie, że jakieś strategizowanie typu: żądajmy tego, ale tego już nie, nie do końca ma sens – pewno trzeba żądać wszystkiego, by dostać chociaż trochę.

  5. Jak najbardziej może się wytworzyć! Jednak, moim zdaniem, najpierw powinno się wprowadzić reformy i działania, które pomogłyby stworzenie państwa minimalnego, ale małymi krokami. Biorę pod uwagę to, że większość jest przyzwyczajona do władzy państwa a obecna „demokracja” w ich mniemaniu jest najlepszym rozwiązaniem. Nagłe zdobycie prawdziwej wolności zdezorientowałoby obecne społeczeństwo a skutki tego mogłyby być, łagodnie rzecz ujmując, niepożądane.
    Zamęt, bunt na ogromną skalę, agresywne zachowanie wobec jednostek, które osiągnęłyby widoczne zyski po zniesieniu podatków czy otrzymały takie prawa, jak np. możliwość zawarcia prawnego związku z osobą tej samej płci. Państwo, którego celem w tym przypadku stanie się ochrona osób przed próbą naruszenia ich wolności, nie podoła temu zadaniu, a nawet jeśli mu się uda – pozostanie niewielka część społeczeństwa, która rozumiałby działalność w ramach pełnej wolności.
    Ludzie kojarzą pojęcia, ale nie widzą rzeczywistych rozwiązań lub ich nie rozumieją.
    Zakładają, że bogaci odwrócą się od biedniejszych, że nikt dobrowolnie nie będzie pomagał (człowiek człowiekowi wilkiem). Nie widzą jedności w pojęciu „wolność” a większy podział społeczny. Nie widzą przymusowego działania państwa, które daje jedynie pozory jedności.
    Polityka socjalna kojarzona jest z pomocą a nie z kradzieżą, rozwijaniem patologii i rozleniwieniem społeczeństwa.
    Ograniczenie wolności mniejszości to „ochrona wartości”.
    Dlatego też uważam, że libertariańskie idee powinny być wprowadzone powoli i bardzo ostrożnie, by jak najwięcej osób na tym skorzystało.
    Kształtowanie świadomości oraz odpowiednia edukacja mogą w tym procesie stanowić kluczową rolę jeśli chodzi o przyszłe pokolenia.
    Tym starszym można jedynie przedstawiać realne do zrealizowania projekty, płynące z nich korzyści oraz uświadamiać, że nie powinno naruszać się wolności innych, ograniczając ich prawa w imię własnych przekonań. W ten sposób możliwe jest stworzenie większości, która jest potrzebna do radykalnej zmiany charakteru państwa.
    Żądajmy tego, by później żądać tamtego, a dostaniemy więcej – tak bym to ujęła.
    Możliwe, że brzmi to naiwnie, jednak osiągnięcie celu poprzez interwencję przeciw władzy może zostać źle odebrana przez społeczeństwo. Piłsudski mógł to zrobić, bo miał przekonania bliskie ówczesnemu ludowi, który uważał go za bohatera. W Galicji też walczyli o niepodległość, bo chociaż żyło się tam dobrze, to nie był ich „najwspanialszy” kraj.

    1. „Jak najbardziej może się wytworzyć!”
      Byłoby to niezmiernie trudne wobec faktu, że to państwo dysponuje zasobami, które byłyby potrzebne na taką edukację. Raczej trzeba zniszczyć aparat propagandowy i zwolnić ludzi z konieczności płacenia nań, by potem zobaczyć oddolne wytwarzanie się takiej kultury. Kolejność jest więc, moim zdaniem, odwrotna.
      „Jednak, moim zdaniem, najpierw powinno się wprowadzić reformy i działania, które pomogłyby stworzenie państwa minimalnego, ale małymi krokami. Biorę pod uwagę to, że większość jest przyzwyczajona do władzy państwa a obecna „demokracja” w ich mniemaniu jest najlepszym rozwiązaniem. Nagłe zdobycie prawdziwej wolności zdezorientowałoby obecne społeczeństwo a skutki tego mogłyby być, łagodnie rzecz ujmując, niepożądane.
      Zamęt, bunt na ogromną skalę, agresywne zachowanie wobec jednostek, które osiągnęłyby widoczne zyski po zniesieniu podatków czy otrzymały takie prawa, jak np. możliwość zawarcia prawnego związku z osobą tej samej płci.”
      Mam z takim myśleniem 2 problemy. Pierwszy jest taki, że jest to myślenie ze swej natury etatystyczne. Są zarządcy, którzy kontrolują przebieg wydarzeń, i są ludzie, którymi się zarządza. Daje się im więcej wolności, gdy na to zasłużą. Na poziomie metod działania to myślenie jest nieodróżnialne od myślenia etatystycznego (różnica polega jedynie na tym, że celem jest tu wolność). Góra wie, kiedy dać dołom więcej wolności. Ale pomału, bo masy mogą się nią zachłysnąć.
      Drugi problem jest taki, że zakłada, że góra będzie szła we właściwym kierunku i nie skradnie rewolucji. Otóż, moim zdaniem, nie da się tego zagwarantować. Lepiej więc zaryzykować chaos wolności, niż ryzykować, że górze się nagle odwidzi wprowadzanie wolności.

      Uznają więc taką kontrolowaną zmianę za niemoralną i niepraktyczną. Ale to tylko moje zdanie, nie jest ekspertem od praktyki.

      „Ludzie kojarzą pojęcia, ale nie widzą rzeczywistych rozwiązań lub ich nie rozumieją.
      Zakładają, że bogaci odwrócą się od biedniejszych, że nikt dobrowolnie nie będzie pomagał (człowiek człowiekowi wilkiem). Nie widzą jedności w pojęciu „wolność” a większy podział społeczny. Nie widzą przymusowego działania państwa, które daje jedynie pozory jedności.
      Polityka socjalna kojarzona jest z pomocą a nie z kradzieżą, rozwijaniem patologii i rozleniwieniem społeczeństwa.”

      Ok, nie trzeba mnie przekonywać, że masy w swej masie się nie znają i nie rozumieją. Ale masy w swej masie są równocześnie niezwykle bierne i dostosują się do tego, co jest (paradoks rewolucji).

      PS Proponuję jednak tytułować się jakimś nickiem choćby, by było wiadomo, z kim rozmawiamy.

  6. Wsparcia, które sprawi, że życie seksualne znów stanie się ekscytujące, ja dotąd i będzie stanowiło źródło niezapomnianych i intensywnych doznań dla obojga partnerów. Spadek libido ? To dotyczy wielu mężczyzn. Zaburzenia erekcji i przedwczesny wytrysk to zjawiska, które budzą i bardzo wiele emocji, ale tak naprawdę wciąż mało kto chce o nich rozmawiać. Najczęściej również pomiędzy partnerami to tematy tabu, pełen niedopowiedzeń. tytan żel premium Aby osiągnać swój cel wcale nie trzeba wydawać kroci. Jedyne czego potrzebujesz to Titan Gel i systematycznego stosowania zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu. Warto zaznaczyć, że ten żel działa kompleksowo na doznania seksualne. Nie tylko fizycznie poprawia wygląd męskiego członka, ale także wpływa na długość stosunku oraz jego jakość. Czego chcieć więcej? Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.