Jak państwo zapewnia sobie posłuszeństwo obywateli?

Państwo zbudowane jest na fundamencie przemocy. Wszystko, co robi państwo, albo ma charakter przemocy, albo jest dzięki przemocy umożliwione. Dlaczego ludzie godzą się na przemoc państwową? Dlaczego nie stawiają oporu?

1. Przemoc
Choć nie brzmi to zbyt odkrywczo, najbardziej oczywistą i przekonywającą odpowiedzią na pytanie, dlaczego ludzie ulegają państwu, jest uznanie, że robią to z lęku przed karą, która na nich spadnie, jeśli odmówią posłuszeństwa. Jeśli przemoc jest istotą państwa, to stanowi również jego ostateczne uzasadnienie.

Niektórzy libertariańscy teoretycy zdają się nie doceniać roli przemocy jako czynnika gwarantującego stabilność państwa. Twierdzą oni, że by państwo mogło działać, konieczne jest istnienie ideologii, która by tę przemoc w jakiś sposób uprawomocniała. Rothbard wskazywał, że istotną cechą zarówno dawnych, jak i współczesnych państw jest fakt, że sprawujący władzę stanowią małą część populacji zamieszkującej dany teren. A jeśli tak jest, to społeczeństwo ma olbrzymią przewagę (zarówno liczebną, jak i – co jest tego konsekwencją – siłową) nad władzą. Gdyby tylko zaczęło w sposób zorganizowany stawiać opór, władza musiałaby ulec. W przekonaniu Rothbarda stanowi to dowód, że to ideologia (wiara w konieczność i prawomocność istnienia państwa) jest kluczowym elementem umożliwiającym sprawowanie władzy przez nielicznych. Rothbard powołuje się tu na Hume’a, który esej Of the First Principles of Government rozpoczyna słowami:

Nic nie wydaje się bardziej zadziwiające dla tych, którzy przyglądają się ludzkim sprawom (…), jak łatwość, z którą wielu jest rządzonych przez nielicznych, i dająca się stąd wywnioskować uległość, z którą ludzie rezygnują z własnych uczuć i namiętności na rzecz rządzących. Kiedy spróbujemy zbadać, za pomocą jakich środków cud ten został osiągnięty, zobaczymy, że siła jest zawsze po stronie rządzonych, rządzący nie mają za sobą nic poza opinią. Tak więc to na opinii zbudowane jest państwo i prawda ta dotyczy nawet najbardziej despotycznych i zmilitaryzowanych państw, jak również najbardziej wolnych i cieszących się największą popularnością.

Jednak uległość jednostek jest stosunkowo prosta do wyjaśnienia, całkowicie racjonalna i niezwiązana w żaden konieczny sposób z kwestią ideologii. Choć jest prawdą, że społeczeństwo jako całość zyskałoby, stawiając opór państwu, żadnej z jednostek nie opłaca się zaangażować w tego typu działania. Stawienie oporu wiąże się z ryzykiem poniesienia bardzo wysokich kosztów: po pierwsze, rewolucja musi zostać zorganizowana (a koszty tej organizacji są niebagatelne), po drugie, przyłączenie się do rewolucji wiąże się z ryzykiem bycia zabitym, uwięzionym bądź w inny sposób ukaranym przez państwo, zaś udział konkretnej jednostki w tego typu działaniach powoduje znaczącego zwiększenia ich powodzenia takich działań. Kosztem dołączenia się do rewolucji są więc utrata zasobów oraz duże ryzyko bycia zabitym lub ukaranym. Zyskiem płynącym z udziału w rewolucji jest zaś zaniedbywalnie mały wzrost prawdopodobieństwa jej sukcesu. Spodziewane koszty wydają się tu ewidentnie przewyższać zyski. Jest więc zrozumiałe, że racjonalne (w znaczeniu – dążące do maksymalizacji swego zysku) jednostki nie dołączą do rewolucji.

Gordon Tullock wyjaśnił, dlaczego bunt, choć byłby opłacalny dla społeczeństwa, nie jest opłacalny dla jednostki
Gordon Tullock wyjaśnił, dlaczego bunt, choć byłby opłacalny dla społeczeństwa, nie jest opłacalny dla jednostki. Twój egoizm i lenistwo mają ekonomiczne uzasadnienie

Zjawisko to (będące jednym z przykładów efektu gapowicza) Gordon Tullock określił mianem paradoksu rewolucji. Dlatego też, mimo iż pozornie jednostki mają przewagę nad państwem, w istocie przewaga ta jest – ze względu na fakt jego zorganizowania – po stronie państwa (dodatkowo wspomnieć należy o przewadze technologicznej). Zorganizowana, mająca komparatywną przewagę w stosowaniu przemocy grupa, jaką jest państwo, jest w stanie zdominować, niezorganizowane, rozbrojone, niepotrafiące sprawnie posługiwać się przemocą społeczeństwo. Nie oznacza to, że bunt przeciw państwu jest niemożliwy, ale że jest on o wiele mniej prawdopodobny, niż wynikałoby to z czysto liczebnego układu sił między państwem a społeczeństwem. Dlatego wolno uznać, że podstawowym narzędziem, za pomocą którego państwo utrzymuje społeczeństwo w poddaniu, jest przemoc.

1.1. Ekonomia przemocy
Mimo że państwo wymusza uległość głównie poprzez przemoc, nie oznacza to, że inne metody zapewniania posłuszeństwa są nieistotne. Wręcz przeciwnie, państwo korzysta z tych metod na szeroką skalę. Wynika to z dwóch powodów, po pierwsze, opiera się wyłącznie na przemocy jest ryzykowne, gdyż może powodować opór ze strony społeczeństwa, po drugie, działanie takie jest niekorzystne dla rządzących ze względów ekonomicznych.

Im bardziej otwarcie państwo sięga po przemoc, tym bardziej nieprawomocne staje się w oczach jednostek i tym silniejszy może być opór społeczny względem działań władzy. Co więcej, opieranie się wyłącznie na przemocy może prowadzić do obniżenia monetarnych zysków władzy, prowadzić będzie bowiem do osłabienia produktywności społeczeństwa i tym samym zmniejszenia wpływów do budżetu (porównaj Marksowską teorię wskazującą, że głównym celem „uwolnienia” niewolników, a później chłopów pańszczyźnianych, było zwiększenie zysków czerpanych z ich pracy). Opieranie się na nagiej przemocy może wiązać się nie tylko z mniejszymi dochodami rządzących, ale również z ich słabszą pozycją na arenie międzynarodowej, co stwarza dodatkowe – oprócz możliwości buntu społeczeństwa – niebezpieczeństwo. Te trzy powody sprawiają, że władzy opłaca się ograniczyć stosowanie przemocy i próbować zapewnić sobie posłuch społeczeństwa również innymi metodami.

Szczególnie istotne jest minimalizowanie widocznych, namacalnych przejawów przemocy i zastępowanie jej przemocą potencjalną, połączone z propagowaniem ideologii, która skłania ludzi do wiary w prawomocność państwa. Potencjalność przemocy pozwala państwu ukryć swe prawdziwe oblicze i przedstawiać się jako instytucja konieczna i dobroczynna zarazem. Ponieważ ludzie ze strachu przed przemocą spełniają żądania, które stawia im państwo, państwo niezwykle rzadko sięga po przemoc w relacjach z jednostkami, co stwarza wrażenie, że jednostki te nie są poddawane przemocy. Po pewnym czasie jednostki przestają traktować przemoc państwową jako złamanie zasad moralnych, a zaczynają traktować ją jako swego rodzaju drugą naturę. Choć więc jest tworem opartym na przemocy, widzialna przemoc niemal się w nim nie pojawia – co dla wielu osób wystarcza, by uznać, że nie jest ona koniecznym elementem państwa (ludzka powierzchowność w ocenie rzeczywistości jest niezgłębiona).

Analizy Foucaulta mogłyby bardzo wzbogacić dyskurs libertariański.
Analizy Foucaulta mogłyby bardzo wzbogacić dyskurs libertariański. Pokazują, w jaki sposób można kontrolować społeczeństwo, kontrolując dyskurs

By dostrzec przemoc, trzeba stawić jej opór. Opór bowiem, jak wskazywał Michel Foucault, jest „katalizatorem”, który „ujawnia stosunki władzy, wskazuje ich umiejscowienie oraz wykrywa, gdzie i jak działają”. Jeśli żaden członek społeczeństwa nie będzie stawiał oporu (fizycznie czy dyskursywnie), przemoc, na której opiera się gmach państwa, nie objawi się społeczeństwu w swojej przerażającej okazałości. Im dłużej trwa ów proces ulegania władzy, tym bardziej społeczeństwo przyzwyczaja się do życia pod rządami państwa i tym mniej zainteresowane jest stawianiem oporu. Kurczenie się obszarów oporu powoduje zanikanie widzialnej przemocy, a co za tym idzie, coraz silniejsze uprawomocnienie władzy. Efektem będzie zjawisko, które określić można mianem udomowienia społeczeństwa. Wilk staje się psem, przestaje traktować smycz i kaganiec jako więzy i zaczyna myśleć o nich jako o czymś, co umożliwia mu wychodzenie na spacery.

W tym momencie łatwiej zrozumieć zależność między przemocą a ideologią jako dwoma metodami wymuszania uległości. Zasadniczo państwo wymusza posłuszeństwo dzięki przemocy, jednak ideologia pozwala zmniejszyć ilość widzialnej przemocy używanej do zapewnienia sobie uległości i dzięki temu ukryć swoją opartą na przemocy naturę. Ta ekonomia przemocy, którą stosuje państwo, nie zawsze ma charakter świadomy czy intencjonalny – tworzona jest raczej metodą prób i błędów, przez bezustanny nacisk na jednostkę, połączony z luzowaniem go, gdy opór społeczeństwa staje się zbyt silny lub gdy jest to ekonomicznie korzystne dla władzy (obniżki podatków, które przez naiwnych traktowane są jako dowód liberalnego charakteru władzy). Nie powinniśmy jednak zapominać, że – po pierwsze – potencjalna przemoc jest pod względem moralnym taką samą przemocą, jak przemoc, która znajduje ujście, a nawet czymś bardziej haniebnym, gdyż ma ona na celu taką dominację ofiary, by ta uznała przemoc za coś korzystnego.

2. Transfery
Nim powiemy parę słów o ideologii – drugiej najważniejszej, obok przemocy, metodzie zapewniania posłuszeństwa jednostek – omówić musimy inne metody, za pomocą których państwo zdobywa społeczne poparcie. Jedną z nich jest próba przekupienia społeczeństwa. Oczywisty problem polega w tym wypadku na tym, że nie jest możliwe przekupić wszystkich – pieniądze, za pomocą których władza kupuje przychylność społeczeństwa, zostały wcześniej odebrane w formie podatków temu społeczeństwu. Ponieważ państwo nie dysponuje własnymi środkami, przekupienie jednej osoby (uczynienia jej beneficjentem państwa), oznacza – upraszczając nieco sprawę – że inna osoba będzie musiała stracić i to stracić (w bezwzględnych wartościach) więcej niż zyskała ta pierwsza (dużą część pieniędzy przejmie państwo). Pozornie wydawać może się więc, że transfery, których dokonuje państwo, powinny obniżać jego pozycje w oczach społeczeństwa, gdyż rachunek zysków i strat związanych z transferami musi być z zasady ujemny. A jednak, państwu udaje się w taki sposób zarządzać transferami, że duża część społeczeństwa uznaje, że jego działalność jest dlań błogosławieństwem. Państwo to osiąga na dwa sposoby.

2.1. Nie można przekupić wszystkich, ale można przekupić najważniejszych
Państwo kieruje strumień pieniędzy (i przywilejów) w stronę tych, którzy mogą w największy sposób zagrozić jego stabilizacji (odbiera zaś pieniądze tym, którzy nie mają aż takiego wpływu na stabilność państwa). W pewnych bardzo rzadkich sytuacjach beneficjentami państwa mogą być szerokie masy, zjawisko takie jest jednak z oczywistych względów niemożliwe do utrzymania w dłuższym trwaniu. Dlatego w przeważającej większości wypadków transfery będą kierowane w stronę grup posiadających największy wpływ na opinię publiczną. Będą to więc przede wszystkim zorganizowane grupy interesu, które: (a) mogłyby obrócić się przeciwko rządzącym, gdyby transfery nie zostały skierowane w ich stronę, (b) będą broniły państwa, jeśli transfery będą skierowane w ich stronę (obrona ta może przybrać również pasywny charakter polegający na nieatakowaniu państwa – będzie o tym jeszcze mowa). Zauważmy, że najbardziej cierpieć będą tutaj najbiedniejsi jako grupa najsłabiej zorganizowana i posiadająca najmniejszy wpływ na kształt życia społecznego. Jedną z najważniejszych grup społecznych, którą pozyskać będzie chciało państwo, są intelektualiści, artyści i dziennikarze, a więc osoby, które potrafią w większym stopniu wpłynąć na nastroje społeczne niż przeciętne osoby.

Krystyna Janda ma wysoki kapitał symboliczny. Janina Kowalska ma niski kapitał symboliczny. Zabierzmy Janinie i dajmy Krystynie. Krystyna nie będzie krytykować państwa, a dodatkowo przekonana Janinę, że zabrano jej pieniądze dla jej własnego dobra.
Krystyna Janda ma wysoki kapitał symboliczny. Janina Kowalska ma niski kapitał symboliczny. Zabierzmy Janinie i dajmy Krystynie. Krystyna nie będzie krytykować państwa, a dodatkowo przekonana Janinę, że zabrano jej pieniądze dla jej własnego dobra.

Państwo kieruje się tu prostą zasadą – transfery powinny być kierowane od osób posiadających niski kapitał symboliczny do osób, które posiadają wysoki kapitał symboliczny. Kapitał symboliczny wyobrazić możemy sobie w formie mnożnika, za pomocą którego określa się wpływ wypowiedzi czy działań danej jednostki na społeczeństwo. Wyobraźmy sobie, że dla przeciętnej osoby ów mnożnik wynosi jeden, dla publicznego intelektualisty 1000. Oznacza to, że zdanie tego ostatnigo jest tyle samo warte (jeśli chodzi o wpływ na społeczeństwo), co zdanie 1000 zwykłych osób. Oznacza to, że państwo może odebrać część zasobów tym osobom i dać intelektualiście, gdyż zyski z faktu, że będzie on uznawał państwo za prawomocne, będą przekraczały straty związane z faktem, że ci zwykli ludzie będą niezadowoleni z działań państwa. Inni ludzie będą raczej skłonni słuchać intelektualisty, który opisywał będzie państwo jako dobroczynne i konieczne, niż pokrzywdzonych przez nie osób o niskim kapitale symbolicznym. Inną, niezwykle istotą metodą długotrwałej polityki transferowej jest tworzenie grup ludzi utożsamiających się z państwem, będących na jego utrzymaniu, które będą intensywnie bronić jego interesów – a więc przede wszystkim państwowej administracji. Wadą rozbudowanej administracji jest konieczność utrzymania jej z pieniędzy osób produktywnych (z zasady administracja nie zajmuje się produkowaniem), jednak administracja ta – właśnie dlatego, że urzędnicy państwowi niczego nie produkują, ich istnienie powiązane jest całkowicie z państwem – tworzy najbardziej zaciekłą grupę zwolenników państwa. Choć więc nie da się przekupić wszystkich, da się przekupić tych, którzy mogliby stworzy państwu realne problemy.

2.2. Nie można przekupić wszystkich, ale może sprawić, że wszyscy będą myśleli, że zostali przekupieni
Choć nie jest możliwe, by przekupić wszystkich, jest możliwe – jak wskazuje Jan Narveson – sprawić, że wszyscy (prawie wszyscy) myśleć będą, że są beneficjentami państwa. Wynika to z faktu, że przeciętny obywatel nie posiada narzędzi, za pomocą których mógłby określić, czy skomplikowany system transferów, który organizuje państwo, jest dla niego korzystny, czy nie. Ów brak narzędzi wzmocniony jest przez tzw. racjonalną ignorancję – koszt zdobycia wiedzy na temat funkcjonowania aparatu państwowego, która pozwoliłaby określić jednostce, czy jest ona beneficjentem, czy też traci w wyniku działań państwa, byłby niewspółmierny wobec zysków związanych z posiadaniem takiej wiedzy (zysków, które miałyby znaczenie tylko i wyłącznie, gdyby inni również posiadali taką wiedzę, na co nie ma co liczyć). Te dwa elementy – trudności w dotarciu do wiedzy na temat działań państwa i racjonalna ignorancja jednostek wspólnie konstytuują zjawisko, które można określić mianem państwowego agnostycyzmu. Państwo jest dla jednostki tworem niepoznawalnym. Nikt z nas nie wie tak naprawdę, kto i w jaki sposób rządzi państwem, nikt nie wie, jakie są efekty i koszty działania państwa, jakie są możliwe względem niego alternatywy itd. Nie posiadając możliwości oceny zysków i strat związanych z istnieniem państwa, jednostki są niezwykle podatne na propagandę państwową i dzięki temu tak łatwo uwierzyć im, że to właśnie one są benficjentami państwa.

Załóżmy, że jesteś członkiem grupy interesu, która jest chroniona przed konkurencją za pomocą ceł, licencji i regulacji cen. Wszystkie te działania sprawiają, że podaż oferowanego przez ciebie produktu jest zaniżona, przez co możesz sprzedawać go za cenę, której nie otrzymałbyś na wolnym rynku. Jednak twoje zyski z faktu bycia beneficjentem tych konkretnych regulacji państwowych są z wielkim prawdopodobieństwem niższe niż straty, które związane są z innymi formami transferów i regulacji, w wyniku istnienia których cierpisz jako konsument. Jednak ponieważ tamte straty są dla ciebie o wiele trudniejsze do dostrzeżenia (mają charakter rozproszony) niż skoncentrowane zyski, z których zdajesz sobie sprawę, większość osób znajdujących się w takiej sytuacji uznaje się za beneficjentów państwa. Istotę manipulacji, której dopuszcza się państwo doskonale ujął David Friedman:

Sto osób siedzi w okręgu, każda z nich ma kieszeń pełną monet. Polityk przechodzi wokół okręgu i bierze jednego centa od każdej osoby. Nikomu to nie przeszkadza, kogo obchodzi jeden cent? Kiedy obszedł już cały okrąg, polityk daje pięćdziesiąt centów jednej z osób, która jest niezwykle szczęśliwa z powodu takiego niespodziewanego przypływu gotówki. Cały proces jest powtarzany, za każdym razem kończąc się na innej osobie. Po stu rundach każdy ma sto centów mniej, pięćdziesiąt centów więcej i każdy jest zadowolony.

df
David Friedman: praktycznie wszyscy tracą na istnieniu państwa i praktycznie wszyscy myślą, że na nim zyskują

Ponieważ realne schematy transferów są nieznane dla osób nimi objętych powoduje to – w wyniku ulegania propagandzie państwowej – błędne przekonanie, że wszyscy zyskujemy na istnieniu tych transferów. Obie strategie są niezwykle skutecznymi metodami zarządzania nastrojami społecznymi. Z jednej strony utrzymują one przeciętnego obywatela w przekonaniu, że jest beneficjentem państwa, z drugiej strony kierują pieniądze w kierunku tych, którzy mogliby mu (w danej chwili lub w dłuższym trwaniu) zagrozić – czego efektem jest radykalne osłabienie oporu ze strony obywateli.

3. Uzależnienie jednostek od państwa
Nawet jeśli dla pojedynczego obywatela byłoby lepiej, by państwo nie wciągało w sieć transferów, gdyż związane z tym procesem straty są większe od zysków, taka analiza zysków i strat miałaby znaczenie tylko, gdyby osoba ta mogła znaleźć się z powrotem w punkcie wyjścia i samodzielnie korzystać z zasobów, które odebrało jej państwo. Taki scenariusz nie jest jednak łatwy do zrealizowania, gdyż odebrane nam zasoby zostały w dużej mierze roztrwonione lub rozdane, zaś możliwość gwarantowania świadczeń państwowych wymaga używania przemocy, co nie byłoby możliwe w ładzie wolnościowym. Dobrym przykładem jest tutaj problem emerytur. Gdyby emerytury miały charakter prywatny, ludzie w podeszłym wieku posiadaliby zakumulowane na kontach bankowych pieniądze, które odkładali przez całe życie i z których mogliby utrzymywać się, gdy nie będą już sprawni zawodowo. Jednak system emerytur ma w naszym kraju charakter państwowy. Oznacza to, że pojedynczy obywatel nie może wypłacić swych pieniędzy, które odkładał w formie składek ubezpieczeniowych, gdyż pieniądze te zostały wydane, a emerytura, którą będzie mu wypłacać państwo, nie będzie pochodzić z tych składek, ale z pieniędzy, które zostaną odebrane następnym pokoleniom podatników. A to oznacza, że likwidacja państwowego systemu emerytalnego mogłaby postawić tę osobę w trudnej sytuacji. Podobnie wyglądać może sytuacja z państwową służbą zdrowia – gdyby pojedyncza osoba odkładała przez całe życie składki w prywatnej firmie ubezpieczeniowej, z pewnością mogłaby zapewnić sobie opiekę medyczną na wolnym rynku. Jeśli jednak jej składki zostały przejęte przez państwo i istnieje wątpliwość, czy uda się je odzyskać, likwidacja państwa może być postrzegana przez przeciętną osobę jako likwidacja instytucji, który umożliwia tej osobie przetrwanie. Państwo obrabowało nas z naszych dóbr i może się wydawać, że jedyną szansą ratunku jest obrabowanie następnych pokoleń, które by przetrwać, będą musiały okraść kolejne pokolenia, warunkiem kontynuacji tego procesu jest zaś istnienie państwa. Taki stan rzeczy sprawia, że wiele osób – nawet jeśli dostrzega przemoc państwową – niechętnie sprzeciwia się jej istnieniu, uznaje bowiem, że tylko ta przemoc jest w stanie zapewnić im przetrwanie. Problem ten pogłębiany jest jeszcze poprzez fakt niepewności związanej z przejściem do innego systemu – nawet jeśli wszyscy ogólnie zyskamy na likwidacji państwowej opresji, jednostki mogą obawiać się, że stracą na tym procesie.

Wyobrażenie sobie, w jaki sposób wolne społeczeństwo mogłoby poradzić sobie z tymi problemami wymaga pewnej dozy wyobraźni, której przeciętny obywatel – będący przedmiotem zmasowanej propagandy państwowej – może być pozbawiony. Przedstawiony powyżej problem uzależnienia da się – na różne sposoby – pokonać, jednak sposoby te są mniej zrozumiałe niż sposób działania państwa. Realne zło, jest dla wielu osób lepsze, niż niezrozumiałe hipotetyczne dobro. Wiąże się to z faktem, że żyjąc pod kontrolą państwa, społeczeństwo traci zdolność rozwiązywania swoich problemów, zdolność, którą miałoby żyjąc w ładzie bezpaństwowym. Oba zjawiska powodują, że duża część społeczeństwa czuje niepokój na samą myśl, że państwo mogłoby bądź nie istnieć, bądź zostać radykalnie ograniczone.

4. Ideologia
Czwartą – najważniejszą obok przemocy – metodą podporządkowywania sobie rządzonych jest ideologia. Przemoc wraz z ideologią tworzą kleszcze, w których państwo trzyma jednostkę. Przemoc pozwala zdobyć zasoby i zorganizować system, który produkować będzie ideologię, ideologia pozwala ukryć przemoc, zmniejszając opór społeczeństwa przed jej stosowaniem. Celem istnienia ideologii państwowej jest wytworzenie w jednostkach różnego rodzaju postaw intelektualno-emocjonalnych, które wykluczać będą opór przed władzą państwa. Wśród postaw tych wymienić można przekonanie o dobroczynnym charakterze państwa, uznawanie, że jest ono niezbędne, przekonanie o nieuchronności istnienia państwa, obojętność względem jego istnienia czy wreszcie przekonanie, że opór, choć pożądany, jest niemożliwy. Metodą narzucania propaństwowej ideologii jest szeroko rozumiana kontrola dyskursu, która realizowana jest poprzez takie działania jak:
(1) kontrola systemu edukacji,
(2) kontrola produkcji dyskursu naukowego,
(3) kontrola środków masowego przekazu,
(4) kontrola wolności słowa,
(5) kontrola produkcji kultury,
(6) bezpośrednia działalność propagandowa (która obejmuje m.in. wszelkie państwowe rytuały) itd.

calvinhobbes
Szkoła jest miniaturą państwa. Uczysz się w niej, jak być posłusznym.

Ideologia państwowa ukazuje państwo jest twór konieczny i dobroczynny zarazem. Chce byśmy wierzyli, że przemoc, której państwo się względem nas dopuszcza, nie jest tak naprawdę przemocą, że podatki nie są rabunkiem, ale opłatą za państwowe usługi, zaś ci, którzy unikają ich płacenia, to złodzieje, którzy wyłudzają usługi państwowe i nie chcą za nie zapłacić. Że państwo nie monopolizuje różnych obszarów gospodarki, by nas kontrolować, ale po to, by dostarczyć nam dóbr, których nie umielibyśmy sobie samodzielnie dostarczyć. Że państwo nie rozbraja nas po to, byśmy nie mogli się przed nim bronić, ale po to, byśmy nie zrobili sobie nawzajem krzywdy. Że państwo organizuje szkolnictwo nie po to, by kontrolować, czego uczą się dzieci, ale po to, by żadne dziecko nie było pozbawione edukacji. I tym podobne oczywistości/absurdy (zależy z której strony spojrzeć).

Jest istotne, by rozumieć, że dyskurs państwowy – jak każdy dyskurs – posiada zdolność samoreprodukcji. Oznacza to, że zainstalowanie tego dyskursu w umysłach jednostek może sprawić, że będzie on – niezależnie od dalszych działań państwa – reprodukował swoje założenia i wynikające z tych założeń wnioski. By określony dyskurs władał poznaniem danej społeczności, nie trzeba sterować umysłami poszczególnych jednostek, a jedynie wygenerować dominujący dyskurs, który będzie opisywał świat w pożądany sposób, a następnie angażować się jedynie w działania podtrzymujące, które nie pozwolą, by dyskurs ów odklejał się od świata zewnętrznego. Raz nauczone myśleć z wnętrza państwowego paradygmatu jednostki będą – patrząc na świat – same produkować fakty, potwierdzające jego słuszność. Najskuteczniejsze kłamstwa to te, o których myślimy, że doszliśmy do nich sami. Fakt, że nikt (pozornie) nie zmusza ich do myślenia tego, co myślą, i że wszyscy wkoło myślą to samo, jeszcze bardziej utwierdzi ich w przekonaniu, że to, co widzą, ma charakter obiektywnej prawdy.

Ktoś, kto uważa, że taka teoria dyskursu jest teorią spiskową i że nie jest możliwe, by całe społeczności wierzyły niejako same z siebie w zupełnie nieprawdziwe czy fantastyczne idee, niech przyjrzy się społecznościom religijnym (szczególnie tym, które on sam uważa za głoszące wierzenia w sposób jawny nieprawdziwe). Nie sądzę by w świecie muzułmańskim istniała jakaś ukryta siła, która przemocą zmusza wszystkie osoby wyznające islam do określonych wierzeń, zachowań i poglądów. Jest raczej tak, że islamistyczny dyskurs reprodukuje się sam, każda jednostka z jednej strony utrwala się w swoich przekonaniach ze względu na obecność innych jednostek, które myślą tak samo, z drugiej strony pełni tę samą rolę względem innych (moje wierzenia uzasadnione są przez innych, wierzenia innych uzasadnione są przeze mnie). Taki dyskurs mógłby po jakimś czasie ulec erozji – jednak by chronić przed tą erozją wystarczą owe działania podtrzymujące, nie jest zaś konieczne zmuszanie każdej pojedyncze osoby do wierzenia w określone rzeczy. Tak samo wygląda struktura produkcji dyskursu państwowego. Państwa nie muszą wymuszać na pojedynczych obywatelach wiary w państwowe credo, raz stworzony i jedynie podtrzymywany na marginesach dyskurs (przez instytucje takie jak szkoła, uniwersytet, nauka, prawo itd.) reprodukuje się sam, za każdym razem, gdy dziecko pyta swoich rodziców „co to są podatki?” lub gdy telewizyjny ekspert wyjaśnia publiczności, co stałoby się, gdybyśmy zlikwidowali państwową służbę zdrowia.


Nie jedź na gapę!

Wszystkie zamieszczone na blogu teksty są bezpłatne. Jeżeli chciałbyś wesprzeć istnienie bloga i przyczynić się do promocji idei wolnościowych, proszę o wpłaty na konto.

Bank Zachodni WBK 31 1090 1447 0000 0001 0168 2461

18 Comments:

    1. Z przemocą walczyć trzeba przemocą, ale na to jesteśmy za słabi.
      Więc pozostaje druga strategia, na którą wskazywał Foucault, opór, który będzie unaoczniał przemoc państwa. Ten opór może być dyskursywny (odmowa używania języka państwowego, konsekwentny brak zgody na mówienie o podatkach i szkolnictwie i mówienie o grabieży i niewolnictwie itd.) albo realny – różne formy odmowy ulegania państwu, które zmuszą je do użycie realnej, a nie potencjalnej przemocy (oczywiście, nie jest to przyjemne, więc musiałoby być robione z głową, by miało charakter symboliczny).

  1. Bardzo ciekawy – jak zawsze zresztą – artykuł! Pominąłeś w nim chyba tylko jeden sposób legitymizacji państwa, mianowicie: straszenie. Państwowcy sa znakomici w podtrzymywaniu paranoi i wykorzystywaniu naturalnej emocji leżącej u fundamentu ludzkiej psychiki i wpływającej niemal na wszystkie nasze zachowania: lęku. Ludzie nie chcą się bać i robią wszystko, aby unikać zagrożeń lub potencjalnych zagrożeń (przynajmniej większość ludzi). Wystarczy więc tylko zarysować jakieś, nawet kompletnie fikcyjne, zmyślone, zagrożenie, w rodzaju obawy przed inwazją ZSRR albo bronią chemiczną Saddama, aby uzasadnić wszelkie niemal działania poaństwa, wraz z istnieniem jego samego. A na tym polu, na samym końcu tego uzasadnienia jest uzasadnienie ultymatywne: inne państwa. Czyli: musimy mieć „nasze” państwo, aby bronić sie przed nieuchronnym zajęciem „wolnego miejsca” przez inne państwa (przy czym te inne państwa mówią to samo swoim poddanym). Samopodtrzymujący się system wielopaństwowy.

    1. Masz rację.
      Straszenie można by tu wydzielić, choć u mnie znalazłoby się ono w formie ideologii.
      Mistrzem straszenia był Hobbes, który odmalował tak czarną wizję anarchii, że nawet absolutyzm wydawał się przy tej wizji czymś zbawiennym. Bez państwa grozi nam piekło anarchii. Wszystkie inne wersje straszenia są wariantem tego rozpoznania. Choć większość z nich jest zapewne o wiele bardziej emocjonalna.

    1. Akap występuje tam tylko w postaci jakiejś krzywej na jakimś wykresie i jako pretekst by pojechać po Hoppem. Nie wiadomo skąd się tam wziął i co oznacza ta krzywa, więc nie wiadomo jak i czy w ogóle trzeba go bronić.

  2. Najważniejszą grupą wpływu, którą pozyskują sobie rządy są hierarchowie koscioła, wg mnie. I potężnym ciosem destabilizującym rządy byłby ruch libertariański wewnątrz kościoła. Łączenie libertarianizmu z niedemokratyczną instytucją wydaje się paradoksalne- niemniej są osoby np. ks J.Gniadek, które przekonująco wyprowadzają idee wolnościowe z chrześcijaństwa.

  3. A co powiesz o grupie ludzi nie utożsamiających się z państwem, która nie jest na jego utrzymaniu a jednak korzysta np., z dotacji państwowych tłumacząc to odbieranie zrabowanego?

    1. No tu jest parę kwestii. Jedna z nich to kwestia, czy tak wolno postępować ze względu na etykę libertariańską. Druga kwestia to, czy te osoby rzeczywiście wierzą w to, co mówią, czy to nie jest tylko takie cwaniackie wytłumaczenie.

      Myślę, że ktoś, kto bierze trochę od państwa rzeczywiście może argumentować, że odbiera ukradzione, jeśli jednak byłby superbeneficjentem państwa (dostawałby więcej, niż byłby w stanie zarobić na wolnym rynku), to to już by było podejrzane.

      Więcej na ten temat pisałem tutaj (punkt 8)
      https://stanislawwojtowicz.pl/2017/02/libertarianskie-spory/

  4. „Moja ocena: libertarianie mają prawo pobierać dotacje od państwa i pracować w państwowych instytucjach, których działanie nie opiera się na przymusie. Unikwanie takich działań byłoby czymś szlachetnym, nie legitymizowałoby (na płaszczyźnie emocjonalnej) państwa, nie mamy jednakże prawa wymagać od innych heroizmu moralnego.”

    Czy nie sądzisz, że myśląc w ten sposób nigdy nie uwolnimy się od państwa? Bo ja mam wrażenie, że myśląc w ten sposób, państwo nie skończy się nigdy.

    1. Moim zdaniem osoba biorąca dotacje państwowe czy pracująca w państwowych instytucjach nie jest de facto libertarianinem. Libertarianin to ktoś, kto z puli możliwosci wybiera taką, która jest zgodna z jego wartościami (np szukanie prywatnych źródel dofinansowania, praca na uczelni prywatnej, założenie własnej uczelni, firmy).

    2. Wydaje mi się też dobrym pomysłem skupienie sie społecznosci libertariańskiej na danym terenie w obrębie państwa i bardzo konkretny eksperyment wdrażania w życie wspólnych wartosci.

    3. „Czy nie sądzisz, że myśląc w ten sposób nigdy nie uwolnimy się od państwa? Bo ja mam wrażenie, że myśląc w ten sposób, państwo nie skończy się nigdy.”

      Musisz odróżnić 2 kwestie: (1) co wolno robić libkowi, (2) co libek powinien robić, by doprowadzić skutecznie do libertarianizmu. Jeśli interesuje Cię (2) kwestia, to z pewnością masz rację. Ale ktoś może powiedzieć: „Ja jestem libertarianinem, nie łamię NAPu, ale nie mam obowiązku walczyć z państwem. Chcę żyć po swojemu”. I taki ktoś – jak dla mnie – nadal będzie libertarianinem, choć jego działania mogą nie przybliżać libertarianizmu.

      1. Ale ja odróżniam te dwie kwestie, mam tylko wątpliwości kiedy kończy się odzyskiwanie a kiedy zaczyna paserstwo. Czy libertarianin jako libertarianin uprawniony jest do pobierania dotacji czy zasiłków bez końca i dalej może zwać sie libertarianinem czy jest jakaś granica? Czemu lewicowcy nie powinni jeść lodów a libertarianin może brać dotacje od państwa?

        1. No trudno jest wyznaczyć dokładne miejsce, w którym kończy się odbieranie tego, co nam zabrano, a zaczyna się bycie beneficjentem państwa. Wyobrażam sobie, że Kulczyk nie mógłby mówić, że brał, co mu zabrano, ale jakiś małe przedsiębiorca, który dostaje dotacje, może tak mówić. Nie ustalimy konkretnego punktu.

          Lewicowcy nie powinni jeść lodów, bo jedzenie lodów wprost zaprzecza ich ideologii, a pobieranie dotacji nie zaprzecza naszej ideologii. Wyobraź sobie więźnia w więzieniu, który je miskę zupy podanej przez strażnika. Czy legitymizuje w ten sposób fakt swego uwięzienia? Raczej nie. Tak samo ktoś, kto odbiera część tego, co mu zabrało państwo, nie legitymuje tego.

          Oczywiście, jeśli ktoś jest libkiem, jest w stanie wyżyć bez państwa i nie bierze dotacji, to jest to godne pochwały, jest to coś, do czego powinniśmy aspirować, ale czego – jak sądzę – nie możemy wymagać.

  5. Kulczyk chyba nigdy nie twierdził, że jest libertarianinem ale ok, skoncentruję się na sobie i postaram się przeżyć bez dotacji i zasiłków, będę jeździł państwowymi drogami ale tu akurat nie mam zbyt wielkiego wyboru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.