Prawo do posiadania broni

Libertarianie opowiadają się za prawem każdej jednostki do posiadania broni. Argument na rzecz tego prawa jest bardzo prosty: w przekonaniu libertarian każda jednostka ma prawo dowolnie zarządzać swoim ciałem i swoją prawomocnie zdobytą własnością. Przemocy fizycznej wolno używać tylko po to, by bronić się przed przemocą ze strony innych. A ponieważ sam fakt posiadania broni nie stanowi inicjacji przemocy względem żadnej osoby, nie wolno stosować przemocy, by ograniczać czyjekolwiek prawo do posiadania broni.

Teoria libertariańska nie przyznaje więc prawu do posiadania broni szczególnego statusu. Jest ono pochodne względem bardziej podstawowego prawa – w istocie jedynego prawa, które uznaje libertarianizm – prawa do dowolnego zarządzania prawomocnie zdobytą własnością. Niemniej jednak wielu libertarian, szczególnie tych żyjących w USA, zdaje się uważać, że prawo do posiadania broni ma szczególne znaczenie. Niektórzy powiedzieliby, że jego waga jest porównywalna do wagi wolności słowa. Ograniczenia tego prawa przez państwo powinny budzić w nas najwyższy niepokój. Istnieją ku temu trzy powody:

(1) Odbierając jednostkom prawo do posiadania broni, państwo odbiera im – w istotnym zakresie – możliwość obrony ich życia, zdrowia oraz własności przed przestępcami. Wyobraźmy sobie, że jakaś osoba zostaje zabita przez napastników, którzy włamali się do jej domu. Załóżmy, że gdyby miała ona broń, byłaby w stanie się obronić. Jednak w państwie, w którym żyje, obowiązuje zakaz posiadania broni przez osoby prywatne. Wydaje się, że w takim wypadku państwo byłoby współwinne śmierci tej osoby. Można wywieść z tego bardziej ogólny wniosek: państwo jest współwinne śmierci każdej osoby, która zginęła, a która nie zginęłaby, gdyby państwo nie ograniczało dostępu do broni. To samo dotyczy wszystkich innych przestępstw – rozbojów, kradzieży, porwań, pobić i gwałtów. Oczywiście można argumentować (będziemy omawiać ten argument), że takie ograniczenia ratują więcej osób, niż krzywdzą. Pozostaje jednak faktem, że zakazując posiadania broni, państwo w radykalny sposób utrudnia ludziom samoobronę, co w wielu przypadkach (zależnie od państwa) kończy się dla ofiar tragicznie: ich własność jest niszczona, są one okradane lub obrabowywane, padają ofiarami pobić, gwałtów i, wreszcie, są zabijane. W jaki sposób krzywdę ofiary, która w efekcie państwowych regulacji dotyczących broni nie mogła się bronić, wynagradzać ma fakt, że w wyniku tych ograniczeń inne osoby zostały uratowane?

(2) Ograniczenia w dostępie do broni w radykalny sposób zmieniają również układ sił między obywatelami a państwem. Część działań, których państwo nie mogłoby podjąć względem uzbrojonego społeczeństwa, możliwa jest do podjęcia wobec społeczeństwa rozbrojonego.

(3) I wreszcie, rozbrojenie istotnie pogarsza sytuację społeczeństwa w przypadku konfliktu militarnego z innym państwem. Gdy państwo rozbraja obywateli i zostaje następnie napadnięte przez zewnętrznego najeźdźcę, staje się współwinne całego zła dokonanego przez najeźdźców, którego dałoby się uniknąć, gdyby społeczeństwo było uzbrojone.

Rozbrajając społeczeństwo, państwo czyni je bezbronnym względem przestępców, samego siebie oraz potencjalnych zewnętrznych najeźdźców. Wydaje się więc, że prawo do posiadania broni ma znaczenie absolutnie fundamentalne. By uzasadnić jego ograniczenie, trzeba byłoby przedstawić wyjątkowo silne argumenty.

Podstawowy argument na rzecz ograniczenia prawa do posiadania broni
Z prawem do posiadania broni związana jest istotna wątpliwość. Istnieje obawa, że powszechny dostęp do broni zaowocuje radykalnym zwiększeniem liczby przestępstw. W konsekwencji likwidacji prawa ograniczającego ów dostęp w jej posiadanie weszliby nie tylko uczciwi obywatele, ale i przestępcy. Choć jest faktem, że potencjalna ofiara przestępstwa byłaby bezpieczniejsza, posiadając broń, to jeśli uwzględnimy fakt, że broń mógłby mieć również napastnik, argument o broni jako narzędziu zwiększającym bezpieczeństwo traci całą swoją siłę. Problem polega na tym, że nie jesteśmy w stanie stworzyć prawa, które gwarantowałoby dostęp do broni wyłącznie osobom nastawionym pokojowo, niezamierzającym inicjować przemocy. Gdyby dało się zagwarantować, że broń trafi tylko w ręce ofiar, mało kto miałby wątpliwości, że powinna być legalna. Wyobraź sobie, że jesteśmy w stanie wyprodukować broń, która łączy się z mózgiem dzierżącej ją osoby i odblokowuje się tylko wtedy, gdy osoba ta jest atakowana i chce się obronić. Trudno byłoby znaleźć argumentem przeciwko prawu do posiadania takiej broni. Nie jest to jednak możliwe. Łatwy dostęp do broni oznacza łatwy dostęp do broni także, a może przede wszystkim dla jednostek agresywnych, co prowadzić będzie do radykalnego zwiększenia liczby przestępstw. W tej sytuacji lepiej, gdy broń znajduje się wyłącznie (lub niemal wyłącznie) w rękach policji, a więc instytucji, której celem działania jest zapewnianie bezpieczeństwa i ściganie przestępców. Ryzyko bycia skrzywdzonym, które nakładamy na jednostki, odmawiając im prawa do obrony z użyciem broni, zostaje wynagrodzone z nawiązką faktem, że takiej broni posiadać nie będą przestępcy.

Eric Harris i Dylan Klebold, uczniowie szkoły średniej w Columbine, którzy zabili 13 osób, by następnie popełnić samobójstwo. Czy zrealizowaliby swój plan, gdyby dostęp do broni palnej w USA nie był tak łatwy? Wątpliwe.

Jeśli prawdopodobieństwo bycia skrzywdzonym w sytuacji (1), w której ani ofiara, ani sprawca nie posiadają broni, oznaczymy jako P1, prawdopodobieństwo bycia skrzywdzonym w sytuacji (2), w której broń posiada tylko ofiara, oznaczymy jako P2, zaś prawdopodobieństwo bycia skrzywdzonym w sytuacji (3), w której i ofiara, i sprawca posiadają broń, oznaczymy jako P3, to relacja między tymi prawdopodobieństwami będzie wyglądać następująco: P3 > P1 > P2. Ponieważ sytuacja (2) jest niemożliwa do osiągnięcia, pozostaje wybór między (1) i (3), a ponieważ P3 > P1, wybrać powinniśmy (1), a więc brak powszechnego dostępu do broni.

Dlaczego mamy prawo przewidywać, że P3 > P1, a więc że jest lepiej, gdy nikt nie ma broni, niż że broń ma zarówno ofiara, jak i przestępca? Wymienić można co najmniej 5 powodów (czytelnik może spróbować wymyślić kolejne):
(1) Przestępcy przeważnie lepiej posługują się bronią niż osoby, które posiadają broń do obrony (przestępcy nie będą napadali na banki i komisariaty policji, ale na osoby, które nie potrafią posługiwać się bronią).
(2) Obawiając się, że ofiara (np. rabunku) będzie posiadała broń, przestępcy będą sami częściej posiadać i sięgać po broń (to, co mogłoby być zwykłym włamaniem, skończy się strzelaniną).
(3) W posiadanie broni wchodzić będą psychopaci (np. seryjni mordercy) i osoby chore psychiczne, które będą wykorzystywały ją do krwawych ataków na niewinne osoby. W ładzie, w którym nie byłoby dostępu do broni, osoby takie częściej rezygnowałyby z poddawania się takim impulsom ze względu na trudności logistyczne (Dodatkowo, można wskazać, że na tej samej zasadzie powszechny dostęp do broni może prowadzić do większej liczby samobójstw).
(4) Broń stosowana będzie nie tylko w zaplanowany, przemyślany sposób, ale także w sposób przypadkowy i emocjonalny. Kłótnie i sprzeczki między skłonnymi do przemocy ludźmi, które kończyłyby się np. pobiciami, kończyć będą się zabójstwami.
(5) Jeśli do posiadania broni upoważnione są tylko służby porządkowe, daje to policji dużą przewagę nad przestępcami.

Względem części z przedstawionych tu argumentów można próbować wysunąć sensowne obiekcje. Można np. argumentować, że dostęp do broni może wpływać na zmniejszenie liczby przestępstw, gdyż napastnicy, którym aktualnie – w wypadku niepowodzenia ich działań – grozi jedynie bycie złapanym przez policję (co, po pierwsze, nie jest pewne, po drugie, nie musi wcale skończyć się wyrokiem), będą obawiać się, że zostaną zastrzeleni przez ofiarę. Podobny argument zastosować można względem działań w afekcie. Ponieważ istnieć będzie szansa, że bójka skończy się użyciem broni, ludzie mniej chętnie angażować się będą w tego typu konflikty. Potencjalne koszty inicjowania przemocy w uzbrojonym społeczeństwie są większe niż koszty agresji w społeczeństwie rozbrojonym, w związku z czym można domniemywać, że – jeśli jednostki zachowują się z grubsza racjonalnie – ilość agresji zmaleje. Ciekawą analizę tych kwestii znaleźć można tutaj. Są to jednakże jedynie spekulacje, wydaje się, że argument mówiący, że dostęp do broni zwiększa prawdopodobieństwo, że staniemy się ofiarą przemocy, musi zostać rozstrzygnięty przez odwołanie się do jakichś badań empirycznych.

Tak zarysowany argument – oczywiście, jeśli istniałaby korelacja między powszechnym dostępem do broni a ilością agresji – wydaje się przekonywający. Ostatecznie bowiem, co nam po prawie do posiadania broni, jeśli zaowocuje ono zwiększeniem szansy, że zostaniemy zastrzeleni?

Czy można argumentować na rzecz zakazu broni z pozycji libertariańskich?
Argument za ograniczeniem prawa do dostępu do broni zyskuje na perswazyjnej sile, gdy przedstawimy go w formie paradoksu deontologicznego. Jak wskazuje Krzysztof Saja: „Paradoks deontologii sprowadzić można do pytania, czy jest racjonalne, aby przestrzegać danej normy deontycznej N nawet wtedy, gdy skutkiem tego będzie większa liczba przypadków pogwałcenia N”. Jeżeli celem istnienia zasady nieagresji jest ograniczenie inicjowania agresji, ale trzymanie się tej zasady w kontekście broni palnej (polegające na niezakazywaniu jej posiadania) prowadziłoby do zwiększenia liczby naruszeń zasady nieagresji, jaki jest sens trzymania się – w tym wypadku – tej zasady?

Robert Nozick pyta nas, czy jest sensowne być wiernym normie deontologicznej, jeśli wierność ta doprowadzi do większej liczby naruszeń tej normy. Czy wątpliwość ta ma zastosowanie w stosunku do broni palnej? Czy konstytuuje to libertariański argument na rzecz ograniczeń w prawie do posiadania broni?

Zauważmy, że argument z paradoksu deontologicznego jest o wiele bardziej przekonywający niż zwykły konsekwencjalistyczny argument. Gdy ktoś polemizuje z libertarianami, mówiąc na przykład, że trzymanie się zasady nieagresji może prowadzić do tego, że upadną instytucje kultury, libertarianin może powiedzieć: „No i co z tego? Prawo jednostki do dowolnego zarządzania swoim ciałem i własnością jest o wiele ważniejsze od istnienia opery i baletu”. Jeśli jednak ktoś krytykuje prawo do posiadania broni, wskazując, że zaowocuje ono zwiększeniem ilości agresji w społeczeństwie, libertarianinowi nie będzie łatwo odpowiedzieć: „No i co z tego?”. Opiera on bowiem swą etykę na… zasadzie nieagresji. Powinien być więc żywotnie zainteresowany minimalizowaniem ilości agresji. W tym ujęciu nie argumentujemy, że trzymanie się zasady nieagresji ma jakieś negatywne konsekwencje, ale że trzymanie się jej ma konsekwencje polegające na zwiększeniu liczby naruszeń zasady nieagresji. Jeśli naszym celem jest społeczeństwo, w którym liczba naruszeń jest minimalna, powinniśmy zgodzić się na ograniczenia w dostępie do broni.

Argument na rzecz zakazu broni odwołujący się do paradoksu deontologicznego jest analogiczny do argumentu, za pomocą którego minarchiści uzasadniają prawomocność państwa minimalnego. Jeśli dowiedlibyśmy, że wprowadzenie anarchii prowadzić będzie do radykalnego zwiększenia naruszeń zasady nieagresji, zaś istnienie państwa minimalnego wiązałoby się z mniejszą sumą tych naruszeń, państwo minimalne byłoby – twierdzą minarchiści – moralnie uzasadnione. Można próbować rozszerzyć argument minarchistyczny tak, by objął prawo do posiadania broni. Pełne prawo to przysługiwałoby w tym ujęciu tylko władzy, tak jak tylko władzy przysługuje monopol na stosowanie przemocy. Te same powody, przez które nie możemy całkowicie zrezygnować z państwa jako gwaranta bezpieczeństwa, są powodami, dla których nie możemy zezwolić, by każdy miał prawo do posiadania broni.

Cztery kontrargumenty
Z argumentem wskazującym, że broń powinna być zakazana, gdyż powszechny dostęp do niej prowadziłby do zwiększenia ilości agresji, polemizować można na kilka sposobów:
(1) Powszechny dostęp do broni nie wiązałby się z na tyle istotnym zwiększeniem (lub: nie wiemy, czy wiązałby się z takim zwiększeniem) liczby przestępstw, by uzasadnić ograniczanie praw jednostek.
Ten argument możne zostać wzbogacony dwoma innymi konsekwencjalistycznymi argumentami, które przechylić mogą utylitarną szalę na korzyść prawa do posiadania broni:
(2) Nawet jeśli liczba przestępstw by się zwiększyła, powszechny dostęp do broni wiązałby się ze wzmocnieniem pozycji społeczeństwa wobec państwa.
(3) Nawet jeśli liczba przestępstw by się zwiększyła, powszechny dostęp do broni wiązałby się ze z polepszeniem sytuacji jednostek w kontekście najazdu państwa ościennego.
I wreszcie można wskazywać, iż:
(4) Należy odrzucić argumentację odwołującą się do paradoksu deontologicznego.

Czy dostępność broni zwiększa przestępczość? Według Johna Lotta – niekoniecznie. Ale zdania są podzielone.

Czy dostęp do broni zwiększa liczbę przestępstw?
Spór zwolenników i przeciwników ograniczenia dostępu do broni ma charakter typowej wojny na dane. Obie strony sporu powołują się na różne – niedoskonałe z wielu względów – badania, przekonując, że fakty są po ich stronie. Nauki społeczne przepełnione są tego typu wojnami. Wynikają one z faktu, że:
(1) nie jesteśmy w stanie projektować powtarzalnych eksperymentów społecznych w wyizolowanym otoczeniu, których wyniki można byłoby następnie uogólniać,
(2) różni ludzie – w przeciwieństwie do cząstek, kamieni i zwierząt – mogą odpowiadać na te same bodźce w odmienny sposób (i więcej, ci sami ludzie mogą z biegiem czasu odpowiadać na te same bodźce w inny sposób).

Szczególnie istotny jest problem drugi. Fakt, że w jakiejś społeczności w jakimś konkretnym momencie historycznym zwiększenie dostępu do broni korelowało ze zwiększeniem liczby przestępstw, nie oznacza, że taka korelacja pojawi się, gdy zagwarantujemy dostęp do broni w innej społeczności. I na odwrót, fakt, że w jakiejś społeczności jest łatwy dostęp do broni i nie notuje się tam ponadprzeciętnych wskaźników przestępczości, nie dowodzi, że poluzowanie ograniczeń w dostępie do broni w innej społeczności nie wpłynie na poziom przestępczości. Jeżeli rozpatrywane społeczności są od siebie w istotny sposób różne, zmiany w prawie dotyczącym dostępu do broni zaowocują w nich różnymi efektami.

Jakie czynniki mogą wpływać na odmienny efekt wprowadzenia dostępu do broni w różnych społecznościach? Mogą być to m.in. kultura, prawo, religia, poziom rozwoju gospodarczego, spoistość społeczna, biologiczne predyspozycje do przemocy, średni poziom IQ. Możemy więc przewidywać, że poziom dostępności do broni będzie w dużo mniejszym stopniu korelował z przestępczością, gdy:
(a) kultura opiera się na wartościach liberalnych i poszanowaniu praw jednostki,
(b) istnieje dobrze działający system egzekucji prawa,
(c) jednostki wyznają religię zakazującą stosowania przemocy,
(d) społeczeństwo jest zasobne,
(e) społeczeństwo wykazują dużą spoistość (wysokie zaufanie społeczne, brak zróżnicowania),
(f) jednostki posiadają, średnio, słabe biologiczne predyspozycje do stosowania przemocy,
(g) charakteryzują się wysokim średnim poziomem IQ.

O ewentualnej korelacji między dostępnością broni a liczbą przestępstw powinniśmy wnioskować po upewnieniu się, że porównywane społeczności są do siebie wystarczająco podobne. Wyobraźmy sobie trzy badania: jedno przeprowadzone w amerykańskim terenie podmiejskim, inne w amerykańskim getcie, a trzecie w obszarze metropolitalnym obejmującym dwa wcześniej wymienione obszary. Pierwsze wykazuje brak korelacji między dostępem do broni a liczbą przestępstw (a nawet ujemną korelację), drugie wskazuje na silną korelację, a trzecie na umiarkowaną korelację. Każde z nich daje nam jakąś wiedzę, żadne z nich nie daje nam jednak ostatecznej wiedzy na temat relacji między bronią a przestępczością. Wszystko zależy bowiem od tego, w jakiej społeczności mielibyśmy wprowadzić powszechny dostęp do broni.

Uwzględniwszy te zastrzeżenia, powiedzieć należy, że badania mierzące korelację między bronią palną a przestępczością wydają się niekonkluzywne. Duża część wskazuje, że istnieje silna korelacja między posiadaniem broni a przestępczością, część nie wykazuje takiej korelacji, niektóre zaś wskazują, że im więcej broni, tym niższa przestępczość. Ta niekonkluzywność płynie po części z problemów metodologicznych, głównie jednak z faktu, że badania te przeprowadzane są na różnych obszarach, które uwzględniają różne społeczności, co grozi błędem agregacji czy błędem ekologicznym.

Wywieść z tego możemy następujące wnioski:
(1) sprawa korelacji między dostępnością broni a przestępczością nie jest oczywista, kwestia wymaga dalszych badań i namysłu,
(2) nie ma wyraźnych dowodów na to, że zwiększony dostęp do broni wiązać będzie się z radykalnym zwiększeniem liczby przestępstw,
(3) rozbieżność w wynikach może być wyjaśniona nie tylko przez trudności w prowadzeniu takich badań, ale i przez fakt, że badania te przeprowadzane są w różnych społecznościach, na które dostęp do broni wpływa w różny sposób.

Garść prac, które wskazują na brak korelacji lub negatywną korelację między dostępem do broni a przestępczością:

  • Moody, Marvell, Zimmerman, Alemante The Impact of Right-to-Carry Laws on Crime: An Exercise in Replication,
  • Kleck What Do CDC’s Surveys Say About the Prevalence of Defensive Gun Use?,
  • Kleck The Impact of Gun Ownership Rates on Crime Rates: A Methodological Review of the Evidence,
  • Hamill, Hernandez, Bailey, Zielinski, Matos i Schiller State Level Firearm Concealed-Carry Legislation and Rates of Homicide and Other Violent Crime,
  • Kovandzic, Marvell Right-to-Carry Concealed Handguns and Violent Crime: Crime Control Through Gun Decontrol?,
  • Moorhouse, Wanner Does Gun Control Reduce Crime Or Does Crime Increase Gun Control?,
  • Lott More guns, less crime,
  • Lott, Mustard Crime, Deterrence, and Right-to-Carry Concealed Handguns.
Według Michaela Huemera prawo każdej jednostki do posiadania broni jest tak silne, że aby je obalić, „straty wywołane przez broń musiałyby być wielokrotnie większe niż zyski związane z łatwym dostępem do niej”.

Gdyby większość badań wskazywała na bardzo silną korelację, nasze argumenty na rzecz prawa do posiadania broni zostałyby istotnie osłabione. Ponieważ jednak część badań wskazuje na brak korelacji, część na niewielką, część zaś na silną korelacje, argumenty te są silniejsze. Nie powinno się łamać tak istotnego prawa jak prawo do samoobrony, nie mając bardzo silnych dowodów, że to złamanie jest konieczne. Wobec wątpliwości rozstrzygać powinniśmy na rzecz prawa do posiadania broni – to bowiem ci, którzy chcą ograniczać prawa innych, muszą dowieść, że ograniczenie to jest głęboko uzasadnione. Jak wskazuje Michael Huemer, prawo do posiadania broni jest tak silnym prawem, że by mogłoby być podważone, krzywdy powstałe w wyniku posiadania broni musiałyby być o wiele większe niż zyski płynące z prawa do samoobrony. Póki co nie zostało to dowiedzione.

Agresja horyzontalna i wertykalna
Argument wskazujący, że ograniczenie dostępu do broni zmniejsza ilość agresji, koncentruje się wyłącznie na agresji horyzontalnej (między jednostkami), nie bierze zaś pod uwagę agresji wertykalnej (agresji państwa względem jednostek). Gdy państwo rozbraja społeczeństwo, nie prowadzi to do całkowitego wyeliminowania broni z życia społecznego. Rozbrajający zachowują prawo do bycia uzbrojonym. W istocie rozbrojenie jest możliwe tylko dlatego, że rozbrajający posiadają broń. Państwo rozbraja potencjalnych przestępców, nie rozbraja jednak samego siebie. Niezamierzoną (czy aby na pewno?) konsekwencją rozbrojenia jest więc osłabienie społeczeństwa w relacji do państwa. Ponieważ opór ze strony rozbrojonego i nieumiejącego posługiwać się bronią społeczeństwa będzie dla państwa o wiele mniej niebezpieczny niż w przypadku społeczeństwa uzbrojonego, państwu łatwiej będzie zdominować społeczeństwo rozbrojone niż społeczeństwo, które mogłoby wzniecić zbrojną rewolucję. Nie bez powodu więc do rozbrojenia społeczeństwa często dążyły państwa, które przekształcały się następnie w państwa autorytarne czy totalitarne. Jeśli uwzględnimy nie tylko agresję horyzontalną, ale również agresję wertykalną, teza o spadku przemocy wraz z ograniczeniem dostępu do broni stanie się jeszcze mniej przekonywająca.

Wydaje się, że władza musi bardziej liczyć się z uzbrojonymi obywatelami niż z rozbrojonym społeczeństwem.

Wyobraźmy sobie, że władza decyduje się zamknąć całe społeczeństwo w wielkim więzieniu, w którym każda osoba będzie żyła i pracowała w pojedynczej celi, nie komunikując się z innymi jednostkami. Czy takie rozwiązanie zmniejszyłoby ilość przemocy horyzontalnej? Z pewnością. Liczba gwałtów, kradzieży i zabójstw spadłaby – przy odpowiednim zarządzaniu – do zera. A jednak zamknięcie wszystkich w więzieniu nie zmniejszyłoby ilości przemocy w społeczeństwie – w istocie bowiem społeczeństwo takie zbudowane byłoby wyłącznie z przemocy. Podobnie wygląda sytuacja z państwową kontrolą broni – nawet jeśli prowadzi ona do zmniejszenia ilości przemocy między jednostkami, to ów zysk może okazać się nieistotny wobec zwiększenia ilości przemocy państwa względem obywatela.

Rozbrojenie społeczeństwa a problem obrony militarnej
Rozbrojenie społeczeństwa może posiadać drastyczne konsekwencje w wypadku konfliktu militarnego. Uzbrojone i potrafiące używać broni społeczeństwo jest w stanie stawić skuteczny opór zewnętrznemu najeźdźcy. Argument mówiący, że w wypadku konfliktu zbrojnego broń w rękach społeczeństwa nie ma znaczenia, gdyż współczesne wojny toczą się z użyciem zaawansowanego technologicznie sprzętu wojskowego, jest nieprzekonywający. Owszem, armia uzbrojona w karabiny nie ma szansy z armią złożoną z czołgów, bombowców i ciężkiej artylerii, niemniej jednak wielka liczba uzbrojonych w karabiny partyzantów może skutecznie zniechęcić nawet najlepiej uzbrojoną armię do okupowania jakiegoś terenu. Rozbrajając społeczeństwo, państwo czyni je bezbronnym nie tylko względem przestępców i samego siebie, ale również względem armii państw ościennych. Do kosztów rozbrojenia należy również doliczyć koszty wynikające z faktu, że w wyniku potencjalnego konfliktu zbrojnego społeczeństwo nie będzie mogło i potrafiło bronić się przed agresorem.

Jednym z powodów całkowitej klęski w 1944 roku było bardzo słabe uzbrojenie powstańców.

Jest to dodatkowo niepokojące, jeśli weźmiemy pod uwagę, że każdy z nas może zostać powołany przez państwo do wojska. Państwo rości sobie więc prawo do wykorzystania nas jako narzędzia w działaniach wojennych, ale zabrania nam posiadać broń, z pomocą której sami moglibyśmy bronić się przed ewentualnym najeźdźcą. Nie wolno nam bronić się samemu, ale państwu wolno używać nas jako broń.

Przemoc w społeczeństwie libertariańskim
Argument wskazujący, że powszechny dostęp do broni prowadziłby do zwiększenia ilości przestępstw można osłabić jeszcze w inny sposób. Gdy myślimy o poszczególnych libertariańskich reformach i ich konsekwencjach, myślimy przeważnie w kontekście istniejącego aktualnie ładu państwowego. Choć libertariańskie reformy da się rozpatrywać i wprowadzać pojedynczo, wprowadzone równocześnie, złożą się na coś więcej niż tylko sumę poszczególnych elementów – zmienią w istotny sposób funkcjonowanie całego społeczeństwa. Nie chodzi o to, że libertarianizm przerobi zjadaczy chleba w anioły, ale o to, że członkowie społeczeństwa libertariańskiego (będący taką samą mieszanką egoizmu i altruizmu, jaką byli w systemie państwowym) podlegać będą innym zachętom ekonomicznym, przez co zachowywać będą się w odmienny sposób. Instytucjonalno-środowiskowym kontekstem dostępu do broni byłby ład libertariański, a nie obecny ład państwowy. Jest to niezwykle istotne, gdyż duża część agresji horyzontalnej dokonywanej z użyciem broni ma źródło w działaniach państwa. Przykładowo:

(1) Państwo jest niewydolne w walce z przestępcami – posiada słabe zachęty ekonomiczne, by ich ścigać; karze ich w niewłaściwy sposób (umieszczając w więzieniach – uniwersytetach zbrodni – w których nie pracują i uczą się przestępczego fachu); nie wykorzystuje jednej z najbardziej efektywnych metod walki z nimi, jaką jest możliwość ograniczania wstępu na określone tereny; nie daje odpowiednich zachęt ekonomicznych społeczeństwu do współpracy w walce z przestępczością. Oznacza to, że w ładzie libertariańskim możemy spodziewać się lepszej ochrony przed przestępczością, a w efekcie – mniejszej ilości przemocy.

(2) Wyłączając spod prawa liczne obszary gospodarki, które w wolnym społeczeństwie działałyby jak inne formy handlu czy wymiany (hazard, prostytucja, handel narkotykami, prywatna produkcja alkoholu, przemyt itd.), państwo tworzy grunt pod powstawanie przestępczości zorganizowanej. W ładzie libertariańskim ta część przemocy, która powiązana jest z czarnymi rynkami, przestałaby istnieć. Jednym z powodów, dla którego obawiamy się dostępu do broni, jest to, że obawiamy się, że broń ta wpadnie w ręce przestępców. Jeśli jednak przestępców byłoby istotnie mniej (znikłaby bowiem przestępczość zorganizowana), ryzyko związane z dostępem do broni byłoby mniej istotne.

„Everything else in the world gets sold without people taking advantage, scamming, lying, doing each other dirty. Why it got to be that way with this?”. Odpowiedź jest prosta: na obszarach wyjętych przez państwo spod prawa niemożliwe jest pokojowe rozstrzyganie sporów. Rządzi więc przemoc, a na szczyt dostają się najbardziej bezwzględni. The game is the game. Always.

(3) Państwo jako instytucja oparta na fundamencie przemocy promuje agresję jako prawomocną metodę rozwiązywania problemów. Mamy prawo wierzyć, że agresja byłaby w ładzie libertariańskim traktowana w o wiele bardziej krytyczny sposób niż ma to miejsce w państwie (agresja byłaby traktowana jako moralny skandal, a nie jako jeszcze jedno z wielu narzędzi pozwalających osiągnąć jakiś cel).

(4) Rozbijając relacje rodzinne i społeczne, zmuszając jednostki i grupy społeczne do wzajemnej walki o kontrolę nad państwowym aparatu przemocy, państwo zwiększa atomizację społeczeństwa i zastępowanie relacji kooperacji relacjami przemocy itd.

(5) Pogarszając sytuację ekonomiczną społeczeństwa, państwo czyni przemoc opłacalną alternatywą dla uczciwego i produktywnego życia.

Możemy spodziewać się, że w ładzie libertariańskim ilość agresji radykalnie by spadła, co spowodowałoby odpowiednie zmniejszenie ilości agresji z udziałem broni palnej. Sama możliwość posiadania broni nie czyni z człowieka potencjalnego przestępcy: konieczne są tutaj odpowiednie zachęty ekonomiczne (przestępstwo musi być w subiektywnym przekonaniu jednostek opłacalne), jak i odpowiednia kultura, która sprawia, że przemoc traktowana jest jako jeden z możliwych wyborów życiowych.

Dodatkowo istniałyby różnego rodzaju narzędzia, za pomocą których społeczeństwo libertariańskie mogłoby walczyć z ewentualnymi problemami związanymi z powszechnym dostępem do broni. Ponieważ w ładzie libertariańskim przeważająca część terenów znalazłaby się pod prywatną jurysdykcją, właściciele mogliby wprowadzić na nich ograniczenia związane z posiadaniem broni. Przykładowo, na jakimś osiedlu mógłby obowiązywać:
(a) całkowity zakaz posiadania i wnoszenia broni (broń byłaby w rękach firm ochraniających osiedle),
(b) prawo mówiące, że osoby wchodzące mają zakaz wnoszenia broni, zaś osoby to osiedle zamieszkujące mają prawo jej posiadania,
(c) przepisy regulujące, jaką broń mogą mieć mieszkańcy osiedla i w jaki sposób mogą ją przewozić, opuszczając swój dom (np. wolno posiadać tylko małokalibrową broń obronną, którą wolno przewozić poza obszarem swego domu rozładowaną czy rozłożoną itp.).

Takie osiedle, którego mieszkańcy dokonaliby dobrowolnego rozbrojenia, mogłoby być chronione przez prywatną agencję ochrony (PAO), która byłaby wyposażona w najnowocześniejsze metody chroniące przed przestępcami. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, by takie prawa obowiązywały na obszarze jednego osiedla, ale – jeśli obywatele się na to zgodzą – mogłyby rozciągać się teren całego miasteczka czy dzielnicy wielkiego miasta. Przy czym, zgoda nie będzie polegała na przymuszeniu mniejszości do praw, z którymi się nie zgadzają, ale na skupieniu się ludzi, którzy myślą podobnie, na określonych terenach. Wszystko to oznacza, że sytuacja, z którą mamy do czynienia teraz, w której broń jest w rękach specjalistów, zaś zwykli obywatele jej nie posiadają (lub posiadają w ograniczonym zakresie), jest możliwa do odtworzenia – lokalnie – w ładzie libertariańskim.

Rozważne korzystanie z prawa do posiadania broni byłoby również wymuszane (poprzez nacisk ekonomiczny) przez agencje ochrony (w anarchokapitalizmie) lub agencje ubezpieczeniowe (w państwie minimalnym). PAO zachęcałyby swoich klientów do posiadania broni (im lepiej potrafiliby się bronić, tym mniejsze koszty ochrony ponosiłaby agencja), jednakże mogłyby one również uznawać, że pewnego rodzaju zachowania związane z bronią (np. kolekcjonowanie niebezpiecznego arsenału, korzystanie z niej bez odpowiedniego przeszkolenia) przyczyniają się do zwiększenia ilości agresji (a w związku z tym do zwiększenia kosztów ochrony i obsługi klientów), dlatego agencje skłaniałyby klientów, by utrzymywali swą chęć posiadania broni w pewnych racjonalnych ryzach. Wydaje się więc, że PAO i agencje ubezpieczeniowe gwarantowałyby racjonalność zachowań tych jednostek, które mogłyby próbować wykorzystać powszechny dostęp do broni do działań, które mogłyby zakłócić porządek społeczny.

Słabość argumentu z paradoksu deontologicznego
Choć argument odwołujący się do paradoksu deontologicznego wydaje się przekonywający, ma swoje wady. Po pierwsze, jak każdy argument konsekwencjalistyczny wymaga możliwości liczenia zysków i strat związanych z istnieniem ograniczeń w dostępie do broni. Na jednej szali mamy położyć zło związane z faktem, że złamane zostaną prawa jednostek, że osłabiona zostanie pozycja społeczeństwa wobec państwa, że w przypadku konfliktu militarnego społeczeństwo może znaleźć się w trudnej sytuacji, na drugiej zaś zło związane ze zwiększoną przestępczością i ocenić, która szala przeważa. Czy zło i cierpienie można agregować, mierzyć i porównywać? A jeśli tak, w jaki sposób – za pomocą jakiej superczułej wagi – należy to robić? Po drugie, argument ten wymaga przewidywania przyszłości. Ktoś, kto mówi, że należy zakazać broni, gdyż dostęp do niej może zwiększyć liczbę przemocy, chce przeważyć realne zło hipotetycznym dobrem. Po trzecie wreszcie, dlaczego fakt, że jeśli ja powstrzymam się od zrobienia czegoś złego, ktoś inny zrobi coś jeszcze gorszego, ma mi dawać prawo do robienia rzeczy złych? Czy nie jestem odpowiedzialny wyłącznie za swoje działania i moim zadaniem jako podmiotu moralnego nie jest unikanie czynienia zła, a nie maksymalizowanie dobra czynionego przez innych? Fiat anarchia, pereat mundus.

Czy mamy prawo posiadać bombę atomową?
Dotychczas analizowaliśmy kwestie związane z posiadaniem broni obronnej niewielkiego kalibru – pistoletów, strzelb czy karabinów. A co z bronią większego kalibru? Czy etyka libertariańska zezwala na posiadanie karabinów maszynowych, granatów, wyrzutni rakiet i czołgów? Czy mamy prawo posiadać… bombę atomową? Problem ten zyskał w polskim dyskursie libertariańskim miano problemu atomowego krasnala. Skoro argument na rzecz prawa do posiadania broni wskazuje, że ponieważ sam fakt posiadania broni nie stanowi inicjacji przemocy, to każdy ma prawo posiadać broń, każdy powinien mieć prawo do przyozdobienia swego ogrodu krasnalem z wbudowaną głowicą atomową, gdyż posiadanie takiego krasnala nie ma charakteru inicjacji przemocy.

Czy wolno zatem posiadać atomowego krasnala? Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie brzmi – nie. Wynika to z faktu, że zgodnie z zasadą nieagresji nie tylko nie mamy prawa krzywdzić innych, ale nie mamy również prawa stwarzać (istotnego) ryzyka, że inni zostaną w wyniku naszych działań skrzywdzeni. Posiadanie bomby atomowej w ogródku stwarzałoby ryzyko jej eksplozji, w wyniku której ucierpiałyby dziesiątki czy setki tysięcy ludzi.

Na tej samej zasadzie problematyczne mogłoby być posiadanie arsenału większego niż ten, który konieczny jest do podstawowej obrony. Można powątpiewać, czy ludzie mają prawo posiadać do domowego użytku wyrzutnię rakiet czy granatnik – sam fakt ich posiadania może być bowiem związany z zagrożeniami dla innych członków społeczności. Gdzie jednak leży granica między dozwolonym arsenałem a arsenałem przesadnie rozbudowanym? Nie ma żadnej autorytarnej odpowiedzi na to pytanie – pozostaje wierzyć, że w wolnym społeczeństwie udałoby się określić pewien punkt równowagi między poszanowaniem praw jednostek a ograniczeniem niebezpieczeństw związanych z posiadaniem nadmiernych ilości broni. Zauważmy dodatkowo, że prywatne agencje ochrony w anarchokapitalizmie i firmy ubezpieczeniowe w państwie minimalnym patrzyłyby niechętnym okiem na osoby posiadające wykraczający poza potrzeby obronne, arsenał, co uczyniłoby jego posiadanie praktycznie niemożliwym ze względu na szybujące w górę składki ubezpieczeniowe.

Według Rothbarda nie sposób używać broni atomowej w sposób niełamiący zasady nieagresji, dlatego jej posiadanie powinno być zabronione.

Tak więc prywatna osoba nie może posiadać bomby atomowej, a czy taką bombę posiadać może PAO lub państwo minimalne? W przekonaniu Rothbarda – nie, gdyż broni tego typu nie można używać w sposób, który gwarantuje, że nie ucierpią osoby postronne. Przykładowo, jeśli Rosja zaatakowałaby USA i USA chciałoby obronić się przed napaścią, używając bomby atomowej, nie mogłyby jej użyć w sposób, który uderzy wyłącznie w osoby winne napaści na ich kraj (rosyjskie wojsko). Ofiarami takiego kontruderzenia padną bowiem nie tylko rosyjscy wojskowi, ale również niewinni rosyjscy obywatele, którzy nie brali udziału w ataku na USA i nie popierali go (a nawet obywatele innych krajów, którzy cierpieć będą z powodu opadu radioaktywnego). W przekonaniu Rothbarda nie wolno stosować broni, której skutków stosowania nie potrafimy kontrolować. Lepiej samemu zginąć, niż – broniąc się – zabić kogoś niewinnego. Jakie argumenty przeciwstawić można tezie Rothbarda? Pierwszy wskazywać będzie, że ludzie, którym grozi śmierć, mają prawo robić wszystko, by się uratować. Drugi wskazuje, że wolno użyć broni atomowej w celach obronnych zgodnie z zasadami utylitarystycznymi: wolno przypadkowo zabić niewinne osoby, jeśli uratujemy tym samym więcej (o wiele więcej) osób przed śmiercią. Nie wolno jednak poświęcić wielu niewinnych osób po drugiej stronie, by uratować kilka osób po naszej stronie. Trzeci argument wskazuje, że nawet jeśli bomby atomowej nie wolno używać, to wolno ją posiadać i grozić jej użyciem. Ostatecznie bowiem bomby atomowe posiada się nie po to, by ich używać, ale by jedynie straszyć ich użyciem.

Podsumowanie
Fundamentalny libertariański argument za prawem jednostki do posiadania broni wskazuje, że ponieważ fakt posiadania broni nie konstytuuje złamania zasady nieagresji, nie wolno stosować przemocy, by posiadania broni zabraniać. Odbierając obywatelom broń, państwo odbiera im najskuteczniejszą możliwość samoobrony. A to oznacza, że państwo jest współwinne każdej zbrodni, której dałoby się uniknąć, gdyby obywatele nie zostali rozbrojeni. Rozbrajając obywateli, państwo staje się wspólnikiem morderców, gwałcicieli, złodziei (i armii obcych krajów), którzy wykorzystują to, że ich ofiary są bezbronne. Przeciwnicy dostępu do broni przeciwstawiają temu argument wskazujący, że dostęp do broni powinien być ograniczony, ponieważ prowadzi on do zwiększenia liczby przestępstw w społeczeństwie. Argument ten jest wątpliwy z pięciu powodów:

  1. Nie ma jednoznacznych danych wskazujących na istnienie takiego związku. Dane, które przedstawia się na jego poparcie, nie wskazują na ogólny związek między dostępem do broni a wzrostem przemocy, a jedynie na istnienie tego typu związku w określonych biologiczno-kulturowo-instytucjonalnych sytuacjach. Jest wątpliwe, czy nasza sytuacja im odpowiada.
  2. Dane tego typu skupiają się wyłącznie na przemocy horyzontalnej, nie biorą pod uwagę przemocy wertykalnej.
  3. Dane tego typu nie biorą pod uwagę zagrożeń związanych z zagrożeniem militarnym.
  4. Społeczeństwo libertariańskie posiadałoby metody do walki z problemami związanymi z powszechnym dostępem do broni.
  5. Argument ten wikła się w typowe dla konsekwencjalizmu problemy związane z interpersonalnym porównywaniem użyteczności i przewidywaniem przyszłości.

Wszystko to prowadzi nas do wniosku, że mamy prawo do posiadania broni.

 

Wszystkie zamieszczone na blogu teksty są bezpłatne. Jeżeli chciałbyś wesprzeć istnienie bloga i przyczynić się do promocji idei wolnościowych, proszę o wpłaty na konto.

Santander Bank
31 1090 1447 0000 0001 0168 2461

17 Comments:

  1. Argumentacja odwołująca się do skutków jest nie do uniknięcia, jeśli chcemy przekonać pragmatycznie i użytkowo zorientowane społeczeństwa Zachodu. Dla libertarianina argumentacja ta ma jednak zawsze charakter ilustracyjny, nie zaś argumentacyjny (choć w odbiorze reszty społeczeństwa jest inaczej). Czy libertarianizm ma sens praktyczny? Czy bez użycia argumentów konsekwencjalistycznych jesteśmy w stanie przekonać opinię publiczną do czegokolwiek?

      1. Paradoks deontologiczny polega jedynie na szantażu ewentualną nieracjonalnością.
        Sformułowany jest przecież w następujący sposób:

        czy jest racjonalne, aby przestrzegać danej normy deontycznej N nawet wtedy, gdy skutkiem tego będzie większa liczba przypadków pogwałcenia N”.

        Jeżeli komuś nie przeszkadza irracjonalizm, może udzielić odpowiedzi negatywnej; „nie jest racjonalne”, ale i tak domagać się przestrzegania tej normy deontycznej. Utrzymywanie jej wtedy będzie czysto rytualne, ale rytuały stanowią część tożsamości, nawet jeśli wiąże się z nim jakiś koszt i w pewnych okresach bywa on wyższy niż w innych.

        Kluczowym pytaniem jest raczej, czy nadracjonalnym jest utrzymywanie normy deontycznej N, to znaczy: jak często będziemy narażeni na wystąpienie paradoksu deontologicznego?

        Zauważmy bowiem, że przeciwnicy konkretnej normy deontycznej mogą w celu jej obalenia celowo sprowokować stan, w którym będzie ona generowała problemy, jakim miała zapobiegać, aby następnie powołać się na paradoks deontologii i lobbować za jej uchyleniem. Ostatecznie doprowadzą do długoterminowej demoralizacji, która nie wystąpiłaby, gdyby norma była przestrzegana, nawet w tym stosunkowo krótkim czasie, w jakim podjęto wobec niej prowokację, by wykazać jej szkodliwość i obalić. Nadracjonalnym byłoby wówczas być wiernym tej zasadzie i przeczekać jej przeciwników, wybierając krótkoterminowy irracjonalizm oraz oparcie na tradycji mimo kosztów.

        Zwłaszcza, gdy ta tradycja daje nam więcej praw politycznych a alternatywa je uszczupla. Prawa podstawowe też mogą generować okresowo, w pewnych środowiskach więcej problemów, ale nie powinno to być argumentem za niewolą. Inaczej łatwo dalibyśmy się prowokować do pozbawiania ich ludzi.

        1. „Zauważmy bowiem, że przeciwnicy konkretnej normy deontycznej mogą w celu jej obalenia celowo sprowokować stan, w którym będzie ona generowała problemy, jakim miała zapobiegać, aby następnie powołać się na paradoks deontologii i lobbować za jej uchyleniem.”

          To interesujące, ale na potrzeby argumentu załóżmy dobrą wolę deontologów i paradoksistów.

          Ja ten problem rozwiązałem tak, że deontolog powinien opowiadać się za niełamaniem normy, ale nie ma obowiązku dążyć do wprowadzenia deontologicznego ładu (akapu), gdyby jego konsekwencją miałoby być zwiększenie liczby naruszeń. Czyli konsekwentny libertarianin powinien powstrzymywać się od działań politycznych dopóki społeczeństwo będzie na tyle przeanielone, że akap będzie możliwy. Oczywiście, może on dążyć do wprowadzenia państwa minimalnego (które zminimalizuje liczbę naruszeń), ale potem (gdy już to osiągnie) powinien zrezygnować z działania. Tym samym zachowa moralną czystość. Nie wiem, czy to jest jasne.

          1. Jest jasne, ale też jednocześnie oznacza, że konsekwentny libertarianin w praktyce nie może dokonać aktu ostatecznej likwidacji państwa, zatem z powodu swojej moralności zostaje impotentem. Libertariańska etyka w tym wydaniu, wyznawana już teraz, w czasie istnienia państwowości, uniemożliwiająca zniesienia państwa, okazuje się być samozwrotna.

            Przemiany ustrojowe wymagają poważnych inwestycji i aby je przeprowadzić, trzeba się liczyć z pewnymi kosztami utopionymi, również tymi moralnymi. Jeżeli nie jest się w stanie ich ponieść, niczego się nie zmieni. W przypadku narażenia ludzi na zwiększoną liczbę naruszeń przy upadającym państwie w okresie przejściowym, kiedy jeszcze nie każdy miałby szansę zdać się na siły nowotworzonego prywatnego wymiaru sprawiedliwości, niewiele da się zrobić.

            Można co najwyżej przygotować ludzi do podobnego okresu niepokojów i wyrzeczeń, otwarcie mówiąc im, że ktoś i tak wtedy na tym ucierpi. Ale taki już urok etapu pustynnego wygnania w poszukiwaniach Ziemi Obiecanej. Nie każdy do niej dojdzie.

        2. Dla mnie przejście od państwa rozwiniętego do państwa minimalnego byłoby tak wielką zmianą, że jakoś bym przebolał, że trochę tego niesprawiedliwego państwa minimalnego jeszcze zostanie.

          Żeby nie było. Mnie ten cały paradoks deontologii też męczy, ale myślę sobie, że to jest najsensowniejsze (co nie znaczy, że sensowne) libertariańskie uzasadnienie państwa minimalnego.

  2. „PAO zachęcałyby swoich klientów do posiadania broni (im lepiej potrafiliby się bronić, tym mniejsze koszty ochrony ponosiłaby agencja), jednakże mogłyby one również uznawać, że pewnego rodzaju zachowania związane z bronią (np. kolekcjonowanie niebezpiecznego arsenału, korzystanie z niej bez odpowiedniego przeszkolenia) przyczyniają się do zwiększenia ilości agresji (a w związku z tym do zwiększenia kosztów ochrony i obsługi klientów), dlatego agencje skłaniałyby klientów, by utrzymywali swą chęć posiadania broni w pewnych racjonalnych ryzach.”

    Warto zauważyć, że w ładzie wolnościowym – w związku z tym, że państwo przestałoby się zajmować zdrowiem obywateli – istotną rolę odgrywałyby duże firmy oferujące ubezpieczenia medyczne. Jeśli przypadkowe użycie broni, używanie broni przez osoby nieodpowiednio do tego przygotowane lub nieposiadające odpowiednich predyspozycji psychicznych i cech charakterologicznych generowałoby istotne koszty związane z leczeniem lub zmianą statusu zdrowotnego to te instytucje przeciwdziałałyby eskalacji takich kosztów (instytucje te na mocy umów z klientami przejmowałyby ich ryzyka zdrowotne). Jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, w której po to, żeby podpisać umowę z PAO, ale również umowę z ubezpieczycielem medycznym należałoby zobowiązać się do rezygnacji z używania broni lub okazać jakiś dokument zaświadczający o tym, że posiadanie przez nas broni nie stanowi zagrożenia dla nas samych i dla naszego otoczenia. Potencjalnie mógłby się w ten sposób rozwinąć system prywatnych licencji na broń. Teoretycznie ład wolnościowy mógłby replikować analogiczne instytucje, do tych które powołało do życia państwo (państwa nie powołują przecież tego typu instytucji bez powodu), z tym, że w ładzie wolnościowym te analogiczne instytucje działałyby o wiele sprawniej (np. zdrowa psychicznie osoba mogłaby zdobyć tego typu licencję znacznie taniej i szybciej; licencje skuteczniej odsiewałyby osoby z zaburzeniami osobowości – prywatne podmioty konkurowałyby pod tym względem itd.). Podobnie jak w przypadku prywatnych licencji medycznych pewnie i w przypadku prywatnych licencji na broń można by dokładniej przeanalizować jakie zachęty ekonomiczne działające na jakie podmioty mogłyby spowodować ich wyłonienie się.

  3. Dzień dobry!
    Czy jest szansa na omówienie na tym blogu innych rodzajów anarchizmu, w szczególności anarchokomunizmu np. w celu przeanalizowania jak inne radykalne ruchy dążą do stworzenia społeczeństwa bez państwa i wyciągnięcia wniosków na temat najlepszej drogi do wprowadzenia akapu?

    1. Raczej nie planuję takich wpisów, bo to wymagałoby u mnie dużej pracy nad zbadaniem tych propozycji ładów. Wydaje mi się, że trudność z nimi związana polega na tym, że chcą one być równocześnie antypaństwowe, jak i antykapitalistyczne, ale to będzie trudno pogodzić. Bo jeśli zakładamy własność prywatną, to kapitalizm będzie się natychmiast odradzał (ktoś postawi małą fabrykę i będzie zatrudniał ludzi). Więc musiałaby istnieć jakaś forma władzy, która zakazywałaby takich działań. I trudno sobie wyobrazić, że ta władza nie byłaby czymś w rodzaju państwa. A nawet jakby nie była i miałaby rozproszony charakter, to taka forma ładu, w której jednostki nie mogą robić, co chcą, ze swoją własnością, wydaje się mało anarchistyczna.

  4. 1. W Stanach działa potężny lobbysta – NRA (National Rifle Association), który reprezentuje duży biznes z tej branży. Szerzy propagandę tak skutecznie…
    2. …że różni internetowi drobni myśliciele internalizują ją, a następnie twórczo rozwijają i agitują na własną rękę…
    3. …a w Polsce nasi lokalni myśliciele powtarzają po tamtych, stając się pożytecznymi idiotami drugiego poziomu 🙂

    1. Sceptyku, zamiast polemizować z argumentami, imputujesz, że druga strona została zwiedziona. Mało to sceptyczne, za to mocno w stylu teorii spiskowych.

      Jeśli nasze argumenty są złe, łatwo będzie tego dowieść, bez takich sugestii.

      1. Mamy w Europie cywilizowane regulacje, które problem przestępstw z użyciem broni, czy szkolnych strzelanin redukują do jakiegoś względnie sensownego poziomu. I zamiast cieszyć się z tego i propagować to na świecie, to „pożyteczni idioci” idą w odwrotną stronę. To jest sabotaż na poziomie antyszczepionkowców.

    1. Zależy, jak rozumieć „gotowa”. Nikt nie jest gotowy na coś trudnego, czego nigdy nie robił. Ale czy Polska jest gotowa, by zacząć się uczyć? Myślę, że tak. Większość trudnych rzeczy można rozpisać na długi okres przygotowań, który sprawi, że nie są one takie trudne. Więc w najgorszym wypadku można by powoli poluzowywać prawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.